Sprawozdanie ze spotkania z Andrzejem Sewerynem w Zamościu nt. Etyki słowa w teatrze

Dnia 4 lip­ca 2016 r. w Księgarni/ Kawiar­ni „Szko­ła Życia” w Zamo­ściu odby­ło się spo­tka­nie z Panem Andrze­jem Sewe­ry­nem – wybit­nym pol­skim akto­rem teatral­nym i fil­mo­wym, reży­se­rem, dyrek­to­rem Teatru Pol­skie­go im. Arnol­da Szyf­ma­na w War­sza­wie, a tak­że, co dla nas szcze­gól­nie waż­ne, człon­kiem Zespo­łu Ety­ki Sło­wa. Orga­ni­za­to­ra­mi przed­się­wzię­cia byli: Zespół Ety­ki Sło­wa Rady Języ­ka Pol­skie­go Pol­skiej Aka­de­mii Nauk (repre­zen­to­wa­ny przez prof. dr hab. Mał­go­rza­tę Kar­wa­tow­ską i dr Mar­tę Nowosad-Bakalarczyk, pro­wa­dzą­ce spo­tka­nie) i Zamoj­ski Dom Kul­tu­ry (repre­zen­to­wa­ny przez dyrek­to­ra Janu­sza Nowo­sa­da i instruk­tor­kę lite­ra­tu­ry Boże­nę For­nek). Wspar­cia orga­ni­za­cyj­ne­go udzie­li­li tak­że: Insty­tut Filo­lo­gii Pol­skiej UMCS oraz Wydział Huma­ni­stycz­ny UMCS (repre­zen­to­wa­ny przez dra hab. Rober­ta Litwiń­skie­go, prof. nadzw. UMCS),  Teatr Pol­ski w War­sza­wie, Księgarnia/ Kawiar­nia „Szko­ła Życia”, „Zamoj­ski Kwar­tal­nik Kul­tu­ral­ny”.

W spo­tka­niu wzię­li udział człon­ko­wie Zespo­łu Ety­ki Sło­wa (prof. Jerzy Bart­miń­ski, prof. Aga­ta Brajerska-Mazur, prof. Mał­go­rza­ta Kar­wa­tow­ska, prof. Robert Litwiń­ski, prof. Sta­ni­sła­wa Niebrzegowska-Bartmińska, dr Mar­ta Nowosad-Bakalarczyk), pra­cow­ni­cy nauko­wi Wydzia­łu Huma­ni­stycz­ne­go UMCS (prof. Ali­na Orłow­ska, prof. Doro­ta Pie­kar­czyk, prof. Iwo­na Moraw­ska, dr Moni­ka Łasz­kie­wicz), przed­sta­wi­cie­le zamoj­skich śro­do­wisk kul­tu­ro­twór­czych, m.in. Janusz Nowo­sad (dyrek­tor ZDK), Gra­ży­na Kawa­la (kie­row­nik dzia­łu teatru i lite­ra­tu­ry ZDK, orga­ni­za­tor­ka „Zamoj­skie­go Lata Teatral­ne­go”, w tym roku odby­wa­ją­ce­go się już po raz 41!), Boże­na For­nek (instruk­tor­ka lite­ra­tu­ry w ZDK, orga­ni­za­tor­ka wie­lu spo­tkań lite­rac­kich w Zamo­ściu), Sła­wo­mir Bart­nik (pre­zes Towa­rzy­stwa Leśmia­now­skie­go w Zamo­ściu), a tak­że wie­le innych zain­te­re­so­wa­nych osób, w tym nauczy­cie­le i ucznio­wie zamoj­skich szkół.

Pod­czas spo­tka­nia poru­sza­ne były róż­ne kwe­stie zwią­za­ne z ety­ką sło­wa. Pan Andrzej Sewe­ryn wypo­wia­dał się z per­spek­ty­wy oso­by, któ­ra – co pod­kre­ślił – zosta­ła wycho­wa­na w sza­cun­ku do sło­wa i dla któ­rej sło­wo od pięć­dzie­się­ciu lat jest narzę­dziem pra­cy. Stwier­dził, że „szu­ka­my głę­bo­kie­go poro­zu­mie­nia mię­dzy­ludz­kie­go, a to wyma­ga tego, żeby sło­wa, któ­re wypo­wia­da­my, mia­ły głę­bo­ki sens, by zacho­wać ich ety­kę. Ja jestem w trud­nej sytu­acji – mówił – ponie­waż od pięć­dzie­się­ciu pra­wie lat ope­ru­ję sło­wem. Wycho­wa­no mnie w sza­cun­ku do sło­wa, gdyż moim nauczy­cie­lom, tak jak i mnie, zale­ża­ło na tym, żeby kul­tu­ra pol­ska prze­trwa­ła. Myślę, że cho­ciaż sytu­acja się zmie­ni­ła – w cza­sach mojej mło­do­ści mie­li­śmy innych prze­ciw­ni­ków, to dzi­siaj rów­nież czę­ści świa­ta wca­le nie zale­ży na tym, by ludzie poro­zu­mie­wa­li się w spo­sób głę­bo­ki, poważ­ny, ponie­waż cele nie­któ­rych z nas, żyją­cych na tym glo­bie, są odmien­ne”. Kon­ty­nu­ując tę wypo­wiedź, zazna­czył, że chce mówić z pozy­cji akto­ra,  reży­se­ra, peda­go­ga, dyrek­to­ra teatru, a tak­że oby­wa­te­la swo­jej ojczy­zny. Ze wzglę­du na to, że sło­wo jest ści­śle zwią­za­ne z jego pra­cą, ma do nie­go szcze­gól­ny sto­su­nek. Pod­kre­ślał, że z dba­ło­ści o sło­wo wyni­ka dobre aktor­stwo, a dbać o sło­wo „to rozu­mieć, co się mówi, spo­wo­do­wać, aby to sło­wo było sły­szal­ne i zbu­do­wać taką rze­czy­wi­stość, w któ­rej by to sło­wo było prze­ko­nu­ją­ce”. Tę rze­czy­wi­stość na sce­nie – zda­niem dyrek­to­ra Teatru Pol­skie­go – two­rzy „orkie­stra trzech instru­men­tów”: inte­lekt, emo­cje i cia­ło, a „jeże­li któ­ryś z tych instru­men­tów pró­bu­je domi­no­wać inne, to utwór, któ­re­go cen­trum sta­no­wi sło­wo, jest prze­gra­ny. Jeśli docho­dzi do har­mo­nii pomię­dzy tymi ele­men­ta­mi, to mamy do czy­nie­nia z pięk­nie wyko­na­nym utwo­rem muzycz­nym, filo­zo­ficz­nym, emo­cjo­nal­nym”. Dba­łość o sło­wo w teatrze to w oce­nie Andrze­ja Sewe­ry­na nie tyl­ko ćwi­cze­nia dyk­cji („nie wystar­cza, aby w ostat­nim rzę­dzie było sły­chać ś, ć”), bowiem tech­ni­ka nie może domi­no­wać nad sło­wem, nad inte­lek­tem, nad emo­cja­mi. Waż­nym aspek­tem dba­ło­ści o sło­wo jest jego zro­zu­mie­nie, a z tym – zda­niem akto­ra – nie jest naj­le­piej, ponie­waż poziom inte­lek­tu­al­ny pol­skie­go aktor­stwa (jako gru­py spo­łecz­nej) pozo­sta­wia wie­le do życze­nia. „Ja myślę, że mamy ogrom­ną robo­tę do wyko­na­nia. Zanim zacznie­my mieć pre­ten­sje do władz, do spo­łe­czeń­stwa, to powin­ni­śmy sami popra­co­wać. Ja mówię o tym od lat – o zro­zu­mie­niu słów i histo­rii, z któ­rą mamy do czy­nie­nia, o zro­zu­mie­niu prze­szło­ści Pol­ski, jak rów­nież o zro­zu­mie­niu histo­rii w danym utwo­rze”.

Andrzej Sewe­ryn odniósł się tak­że do pozio­mu deba­ty publicz­nej w Pol­sce i uży­wa­ne­go w niej języ­ka. Posta­wił zmu­sza­ją­ce do reflek­sji pyta­nie: „Czy ktoś, kto mówi dobrym pol­skim języ­kiem jest «etycz­ny», czy pre­zy­dent Wałę­sa, któ­ry cza­sa­mi nie potra­fi nor­mal­nie zbu­do­wać zda­nia – nie jest z tego powo­du etycz­ny?”. Zwró­cił uwa­gę na to, jak nie­wie­lu ludzi publicz­nie wypo­wia­da­ją­cych się koń­czy zda­nie. Ubo­le­wał nad powierz­chow­no­ścią komu­ni­ka­cji mię­dzy­ludz­kiej i prze­ra­ża­ją­cy­mi jej kon­se­kwen­cja­mi w języ­ku mło­dzie­ży. Jego zda­niem owe nega­tyw­ne zja­wi­ska wyni­ka­ją z tego, że ota­cza­ją­ca nas rze­czy­wi­stość to aktu­al­na wer­sja kapi­ta­li­zmu gene­ru­ją­ca nasta­wie­nie na pie­nią­dze i zysk, co nie sprzy­ja roz­wo­jo­wi ety­ki sło­wa. Jed­nak – puen­tu­jąc ten wątek swo­jej wypo­wie­dzi – stwier­dził, że „nie ma u nas abso­lut­ne­go upad­ku sło­wa, mamy tyl­ko dużo do zro­bie­nia”.

Odpo­wia­da­jąc na posta­wio­ne przez prof. Mał­go­rza­tę Kar­wa­tow­ską pyta­nie, jak postrze­ga praw­dę i kłam­stwo, pod­kre­ślił, że jako aktor jest w szcze­gól­nej sytu­acji, ponie­waż w teatrze sta­le kła­mie, cią­gle kogoś uda­je, aby opo­wie­dzieć praw­dę („Otwórz­cie oczy, bo tu z bła­zeń­stwa praw­da się toczy”). Mówił o względ­no­ści (nie­do­okre­ślo­no­ści) pod­mio­to­we­go poję­cia ‘praw­dy’:  „Ludzie, któ­rzy myślą o teatrze tak jak ja, są w służ­bie auto­rów kolej­nych utwo­rów. Będąc w służ­bie u kogoś, repre­zen­tu­ję jego i muszę się zasta­na­wiać nad jego praw­dą. Do tego potrzeb­ny jest inte­lekt, żeby prze­pro­wa­dzić ana­li­zę aktor­ską. W poro­zu­mie­niu z reży­se­rem muszę prze­kształ­cić moje wnio­ski w coś, co nie tyl­ko powin­no odpo­wia­dać autor­skim sen­som, ale i inte­re­so­wać widza. Ta kwe­stia praw­dy obar­czo­na jest pro­ble­mem for­my. […] Ist­nie­je też inna praw­da – wyni­ka­ją­ca ze współ­pra­cy z reży­se­rem. Nie mogę nie uwzględ­nić tego, w jakim kie­run­ku on mnie pro­wa­dzi. Bo to on jest odpo­wie­dzial­ny za tę wiel­ką praw­dę, któ­rą przed­sta­wia­my wspól­nie. Moja praw­da kom­pli­ko­wa­na jest jesz­cze tym, że mam part­ne­rów, któ­rzy na nią wpły­wa­ją – part­ne­rów, czy­li świa­tło, muzy­kę, kostium, jak rów­nież widza. Tysiąc widzów na widow­ni two­rzy tysiąc prawd, a nie jed­ną. Te praw­dy mają swój czas, praw­dę momen­tu, a po upły­wie cza­su widzo­wie ide­ali­zu­ją to, co było w teatrze. Poza tym np. dzie­ło malar­skie nie ma swo­je­go bytu obiek­tyw­ne­go, to dzie­ło ist­nie­je w kon­tak­cie z oglą­da­ją­cym go widzem. Iden­tycz­nie dzie­je się w teatrze. To Wy two­rzy­cie teatr i role, a my poda­je­my takie coś, co Wy prze­twa­rza­cie. I powsta­je ta jesz­cze inna praw­da. Nie chcę uni­kać dys­ku­sji na temat war­to­ści. Jestem kato­li­kiem i dla mnie dzie­sięć przy­ka­zań, to są waż­ne przy­ka­za­nia. Ja kocham moją Ojczy­znę, cho­ciaż nie muszę jej kochać tak, jak mi nie­któ­rzy każą ją kochać. Ja ją kocham tak, jak ja chcę kochać. Ja mam łzy w oczach, słu­cha­jąc Mazur­ka Dąbrow­skie­go, ale to moje łzy, a nie tego, co mi pła­kać naka­zał. Dałem tej Ojczyź­nie tyle, ile potra­fi­łem, choć pew­nie za mało…”.

Arty­sta mówił też o war­to­ściach, o któ­rych sta­ra się pamię­tać w swo­jej pra­cy i któ­re sta­ra się wpa­jać swo­im wycho­wan­kom. Jak powie­dział, sta­ra się u mło­dych ludzi kształ­to­wać sto­su­nek do pra­cy jako war­to­ści abso­lut­nej. Przy­po­mniał „zło­tą myśl” ety­ka teatru Sta­ni­sław­skie­go, że „teatr zaczy­na się w holu”. W związ­ku z tym nale­ży zacząć od tak pod­sta­wo­wej spra­wy, jaką jest dba­łość o czy­stość. („Teatr ma być czy­sty, wte­dy lepiej gra­my na sce­nie”). Uza­sad­nia­jąc koniecz­ność abso­lut­ne­go zaan­ga­żo­wa­nia w pra­cę, Andrzej Sewe­ryn powo­łał się też na stwier­dze­nie Mroż­ka, że wszyst­ko w teatrze „ma być dobrze wyko­na­ne”, ponie­waż – co pod­kre­ślił – „my w naszej pra­cy pro­du­ku­je­my coś, co się sprze­da­je. Na tym pole­ga sza­cu­nek do Pań­stwa pie­nię­dzy. Nasz ego­izm arty­stycz­ny powi­nien mieć pew­ne gra­ni­ce”. Zda­niem Dyrek­to­ra Teatru Pol­skie­go pra­ca akto­ra wyma­ga sta­łe­go dosko­na­le­nia się i współ­dzia­ła­nia z inny­mi,  a tyl­ko część ludzi teatru podą­ża za tym – jak powie­dział – „aktor pol­ski za mało pra­cu­je nad sobą, nad swo­im cia­łem, nad swo­im inte­lek­tem”. W swo­ich wypo­wie­dziach o pra­cy Dyrek­tor Sewe­ryn odniósł się do pyta­nia prof. Jerze­go Bart­miń­skie­go o etos pra­cy w teatrze.

W odpo­wie­dziach na pyta­nie o to, czy i jak teatr wpły­wa na popra­wę oby­cza­jów dys­ku­sji publicz­nej, gdzie nastę­pu­je zdzi­cze­nie oby­cza­jów, nasz Sza­now­ny Gość wyra­ził opi­nię, że choć teatr z pew­no­ścią odgry­wa waż­ną rolę, to jed­nak „nie ma co sobie robić złu­dzeń, że teatr może uzdro­wić deba­tę publicz­ną. Jeśli o nią cho­dzi, to w sys­te­mie tota­li­tar­nym teatro­wi jest łatwiej. Łatwiej, bo wte­dy wszy­scy jeste­śmy prze­ciw. Jeste­śmy razem, i tak było. I potem się oka­za­ło, jakie to było to nasze «razem». W sys­te­mie demo­kra­tycz­nym, w któ­rym żyje­my, pew­ne insty­tu­cje prze­ję­ły nie­któ­re z funk­cji teatru i teatr zna­lazł się w trud­niej­szej sytu­acji. Zga­dzam się, że my powin­ni­śmy brać więk­szy udział w deba­cie publicz­nej. Ale w któ­rej deba­cie publicz­nej? Na jaki temat? Może­my się sta­rać tak kształ­to­wać reper­tu­ar teatru, żeby on był poważ­ny, żeby nawią­zy­wał w swo­ich tema­tach do tego, co jest naj­waż­niej­sze. Jed­no­cze­śnie teatr, któ­ry pro­wa­dzę, to nie tyl­ko przed­sta­wie­nia. Teatr Pol­ski robi «Poran­ki filo­zo­ficz­ne» – dys­ku­tu­je­my z dzieć­mi o tym, co to jest szczę­ście, co z Panem Bogiem, czy jak skoń­czy się Zie­mia, to będzie Pan Bóg, co to zna­czy «obcy». To są naj­bar­dziej istot­ne tema­ty, jaki­mi żyje spo­łe­czeń­stwo pol­skie. Mają miej­sce rów­nież u nas Deba­ty Oks­fordz­kie,  Fora Dys­ku­syj­ne Teatru Pol­skie­go. Odby­wa­ją się pro­mo­cje ksią­żek. «Otwar­ta Rze­czy­po­spo­li­ta» rów­nież orga­ni­zu­je u nas swo­je deba­ty. Z oka­zji 1050. rocz­ni­cy chrztu Pol­ski zor­ga­ni­zo­wa­łem w teatrze czy­ta­nie Biblii. Nie­wie­lu ludzi się tym inte­re­su­je. Gdy­by­śmy dzi­siaj wysta­wi­li Sen srebr­ny Salo­mei, Pier­ścień wiel­kiej damy – pusto by było. Są ryzy­ka, któ­rych nie mogę podej­mo­wać wła­śnie z tego powo­du”. Jak wyni­ka z przy­to­czo­nej wypo­wie­dzi, Teatr Pol­ski pro­wa­dzi róż­ne for­my dzia­łal­no­ści mają­ce na celu oddzia­ły­wa­nie na spo­łe­czeń­stwo i wpły­wa­nie na polep­sze­nie jako­ści deba­ty publicz­nej, jed­nak – jak prag­ma­tycz­nie zauwa­ża jego dyrek­tor – teatr musi mieć przede wszyst­kim widza, któ­ry jest zain­te­re­so­wa­ny przed­kła­da­ną mu ofer­tą.

Dr Mar­ta Nowosad-Bakalarczyk zapy­ta­ła o reper­tu­ar, jaki – zda­niem Gościa – powi­nien ofe­ro­wać widzom teatr współ­cze­sny, mają­cy aspi­ra­cje kształ­to­wa­nia postaw i opi­nii. Andrzej Sewe­ryn opo­wie­dział się za reali­za­cją naj­lep­szej lite­ra­tu­ry świa­to­wej, bowiem „ma ona taką war­tość este­tycz­ną i moral­ną, że nigdy nie prze­sta­nie nas wzbo­ga­cać, bo kla­sy­ka, to coś wię­cej niż współ­cze­sność. Rozu­mie­jąc Mroż­ka, mając za sobą kon­takt z Szek­spi­rem, Man­nem, łatwiej opie­rać się zbrod­ni­czym ide­olo­giom, jak i post­mo­der­ni­stycz­ne­mu nihi­li­zmo­wi. Kla­sy­ka, to co jest naj­pięk­niej­sze, naj­lep­sze, to co naj­bo­gat­sze. […] Kla­sy­ka jest pięk­ną szko­łą rów­nież  dla akto­rów, ale i dla oby­wa­te­li. […] Nie­któ­rzy chcie­li­by, aby­śmy o tym zapo­mnie­li, a prze­cież pamięć jest war­to­ścią”. Jego zda­niem poko­le­nie ludzi, na któ­rych bar­ki spa­dła odpo­wie­dzial­ność za kraj po 1989 r., to byli ludzie, któ­rzy w jakimś zakre­sie byli współ­kształ­to­wa­ni przez sztu­kę, „w tym sen­sie teatr ma ogrom­ną rolę do ode­gra­nia, w naj­szla­chet­niej­szym tego sło­wa zna­cze­niu”.

Nawią­zu­jąc do postu­lo­wa­nej przez Arty­stę reali­za­cji na sce­nie naj­lep­szej świa­to­wej lite­ra­tu­ry kla­sycz­nej, prof. Aga­ta Brajerska-Mazur pod­nio­sła pro­blem tłu­ma­cze­nia tych tek­stów na język pol­ski i zapy­ta­ła o prze­kład wyko­rzy­sta­ny w spek­ta­klu Szek­spir fore­ver!. Andrzej Sewe­ryn odpo­wie­dział, że w przed­sta­wie­niu tym wyko­rzy­stu­je frag­men­ty dzieł Szek­spi­ra prze­tłu­ma­czo­ne przez Pio­tra Kamiń­skie­go (za wyjąt­kiem jed­nej pio­sen­ki: Stra­co­ne zacho­dy miło­ści w prze­kła­dzie Sta­ni­sła­wa Barań­cza­ka). Tłu­macz ten – co apro­bu­je aktor – sta­rał się zacho­wać nie tyl­ko sens ory­gi­na­łu, ale był też wier­ny wer­sy­fi­ka­cji Szek­spi­ra („nie bał się rymów czę­sto­chow­skich”). Wybie­ra­jąc ten wariant prze­kła­du, Sewe­ryn opo­wie­dział się po stro­nie tych, któ­rzy twier­dzą, że tak­że for­ma jest nośni­kiem sen­sów i powin­na być w tłu­ma­cze­niu zacho­wa­na. „Mnie się to bar­dzo dobrze mówi” – oce­nił prze­kład Kamiń­skie­go i zin­ter­pre­to­wał go, recy­tu­jąc frag­ment „Tymo­na Ateń­czy­ka” (w jego prze­kła­dzie).

Andrzej Sewe­ryn odniósł się rów­nież do kwe­stii takich debat publicz­nych na temat języ­ka, jak ta zor­ga­ni­zo­wa­na w Zamo­ściu przez ZES. „Mam poczu­cie, że takich spra­gnio­nych deba­ty grup jak Pań­stwo są tysią­ce” – powie­dział. Przy­wo­łał dosko­na­le mu zna­ny przy­kład Fran­cji i Fran­cu­zów, któ­rzy są peł­ni sza­cun­ku do języ­ka. Wyni­ka to z fak­tu, że – jak stwier­dził – „Fran­cu­zi umie­ją sprze­da­wać kul­tu­rę, czy­li zara­biać na niej. (Co ma i swo­je nie­bez­piecz­ne stro­ny)”. Przy­po­mniał, że Fran­cja nigdy nie była w nie­wo­li, że ma bar­dzo wie­lu genial­nych pisa­rzy, że Aka­de­mia Fran­cu­ska (do któ­rej przyj­mu­je się kogoś dopie­ro po śmier­ci jed­ne­go z człon­ków; jej człon­ko­wie to ludzie pió­ra naj­głę­biej zna­ją­cy język fran­cu­ski”) ist­nie­je od cza­sów Molie­ra i Riche­lieu, że Comédie-Française (ja się wyra­ził: „świą­ty­nia teatru fran­cu­skie­go, świą­ty­nia języ­ka fran­cu­skie­go”) jest finan­so­wa­na przez pań­stwo. Jest to – zda­niem Arty­sty – waż­ny kon­tekst społeczno-kulturowy, któ­ry spra­wia, że deba­ty o języ­ku, o ety­ce sło­wa w tele­wi­zji fran­cu­skiej są poważ­ne („Oni mówią peł­ny­mi zda­nia­mi”). Odno­sząc się do sytu­acji w Pol­sce, powie­dział: „Jeśli cho­dzi o nas, to trze­ba o tym mówić, krzy­czeć i pra­co­wać od pod­staw. Żeby­śmy mówi­li lepiej, lepiej się poro­zu­mie­wa­li. To zale­ży od każ­de­go z nas, któ­rzy na tych małych odcin­kach funk­cjo­nu­je­my. To nie jest har­cer­stwo. My mówi­my o deba­tach publicz­nych, o sztu­ce, a w domach naszych? Jak my się poro­zu­mie­wa­my w tym cen­trum życia?”.

Odpo­wia­da­jąc na pyta­nie prof. Mał­go­rza­ty Kar­wa­tow­skiej o rela­cję mistrz–uczeń w teatrze, aktor stwier­dził, że teraz „nie ma już takiej rela­cji”. Przy­po­mniał swo­ich mistrzów: „Świ­der­ski, Holo­ubek, Zapa­sie­wicz, Bar­di­ni i Korze­niew­ski. Ich zda­nie przyj­mo­wa­łem bez­dy­sku­syj­nie przez dłu­gi czas. Oni mnie two­rzy­li, mia­łem się na kim oprzeć. Oni wie­dzie­li, że są dla nas auto­ry­te­tem i musie­li ten fakt potwier­dzać. Zda­rza się coraz czę­ściej, że ktoś mówi do mnie mistrzu, wte­dy trak­tu­ję to poważ­nie. To wyraz zaufa­nia i wyma­ga­nia wobec sie­bie”. Podał też przy­kład z wła­sne­go doświad­cze­nia, poka­zu­ją­cy, że współ­cze­śnie mło­dzi auto­ry­te­tów nie chcą albo nie potra­fią zna­leźć (Dyrek­tor Sewe­ryn orga­ni­zu­je warsz­ta­ty let­nie dla mło­dych akto­rów – w tym roku są poświę­co­ne „Kró­lo­wi Edy­po­wi”, „Edy­po­wi w Kolo­nos” i „Anty­go­nie” – i ma tyl­ko sie­dem zgło­szeń!). „Nie twier­dzę, że jestem geniu­szem, ale tyle bez­ro­bo­cia, tak wszy­scy chcą pra­co­wać – i zna­la­zło się w całym kra­ju jedy­nie sie­dem osób, któ­re chcą pra­co­wać ze mną nad Sofo­kle­sem. Cza­sa­mi ludzie się skar­żą, że nie ma auto­ry­te­tów. Zamiast wziąć się do lek­tur, oni szu­ka­ją auto­ry­te­tów. Gdzie? – w Inter­ne­cie…” – kon­klu­do­wał swą wypo­wiedź.

Andrze­ja Sewe­ry­na zapy­ta­no rów­nież o pra­cę nad wła­snym cha­rak­te­rem, nad oso­bo­wo­ścią. Odpo­wia­da­jąc, odniósł się do wła­snych doświad­czeń. Wyra­ził nadzie­ję, że jako sie­dem­dzie­się­cio­la­tek pra­cę tę już  wyko­nał. „Wyda­je mi się, że jestem czło­wie­kiem lep­szym niż kie­dyś. Np. bar­dziej dbam o rodzi­nę. Kie­dyś uspra­wie­dli­wia­łem pew­ne zanie­dba­nia w tym wzglę­dzie – Fran­cją, odle­gło­ścią, no i pra­cą, bo pra­ca jest naj­waż­niej­sza. To we mnie ewo­lu­owa­ło, acz­kol­wiek na nie­szczę­ście dla tej spra­wy – jestem dyrek­to­rem naczel­nym Teatru Pol­skie­go, co wyma­ga szes­na­stu godzin pra­cy codzien­nie. Kom­pro­mi­sy są jed­nak moż­li­we”. Stwier­dził, że „my, akto­rzy, mamy do czy­nie­nia z naj­fan­ta­stycz­niej­szy­mi, naj­głęb­szy­mi, naj­bar­dziej wyra­fi­no­wa­ny­mi owo­ca­mi ludz­kiej myśli. Mam na myśli sztu­ki teatral­ne. Czy­ta­my je, pozna­je­my w spo­sób aktyw­ny, musi­my w nie wejść, musi­my je repre­zen­to­wać, musi­my być mędr­ca­mi – lub kre­ty­na­mi. I moż­na przy­pusz­czać, że o to dzię­ki takie­mu sto­sun­ko­wi do tych posta­ci, do tych histo­rii, sta­je­my się […] mądrzej­si, wraż­liw­si, lep­si, doko­nu­je­my wspa­nia­łych wybo­rów. A oka­zu­je się, że tak nie jest. Jak to tłu­ma­czyć? Może tym, co powie­dzia­łem na począt­ku – kła­mie­my…?” – pod­su­mo­wał deba­tę.

Podej­mo­wa­ne kwe­stie wzbu­dzi­ły duże zain­te­re­so­wa­nie zgro­ma­dzo­nych osób i wywo­ła­ły oży­wio­ną dys­ku­sję, zakoń­czo­ną zapro­sze­niem na spek­takl z udzia­łem Andrze­ja Sewe­ry­na pt. Szek­spir fore­ver! (wysta­wio­ny 5 lip­ca 2016 r. w sali wido­wi­sko­wej Zamoj­skie­go Domu Kul­tu­ry w ramach „41 Zamoj­skie­go Lata Teatral­ne­go”). W mono­dra­mie tym Andrzej Sewe­ryn przed­sta­wia publicz­no­ści świat Szek­spi­ra, poka­zu­je czło­wie­ka w chwi­lach trium­fu, zwąt­pie­nia i klę­ski, roz­ma­wia z widzem o ludz­kich sła­bo­ściach, a tak­że o sile marzeń. Zamoj­ska publicz­ność (licz­nie przy­by­ła na spek­takl) mia­ła oka­zję poznać teatr Szek­spi­ra w nowej odsło­nie – ukształ­to­wa­nej przez wybit­ny talent aktor­ski i reży­ser­ski Andrze­ja Sewe­ry­na – naj­pięk­niej­sze frag­men­ty jego arcy­dzieł (w nowym tłu­ma­cze­niu Pio­tra Kamiń­skie­go), m.in. Ham­le­ta, Mak­be­ta, Romea i Julii, Hen­ry­ka V, Burzy, Ryszar­da III, sone­tów i wie­lu innych, któ­re ukła­da­ją się w fascy­nu­ją­cą opo­wieść o roz­ma­itych doświad­cze­niach i sta­nach emo­cjo­nal­nych czło­wie­ka. Mistrzow­skie inter­pre­ta­cje wydo­by­wa­ją­ce pięk­no i nie­prze­mi­ja­ją­cą mądrość tek­stów Szek­spi­ra przy­ję­to owa­cyj­nie.

Zapla­no­wa­no orga­ni­za­cję kolej­ne­go spo­tka­nia z Panem Andrze­jem Sewe­ry­nem – tym razem w Lubli­nie, w gro­nie pra­cow­ni­ków i stu­den­tów UMCS oraz innych lubel­skich uczel­ni.