Wypowiedzi członków

  1. Joan­na Krup­ska
  2. Krzysz­tof Zie­miec
  3. Tomasz Kor­pysz
  4. Anna Dym­na
  5. Jerzy Bral­czyk
  6. Jan Mio­dek
  7. Anna Wierz­bic­ka
  8. Andrzej Bogu­sław­ski
  9. Andrzej Mar­kow­ski
  10. Ewa Drza­zgow­ska
  11. Mar­ta Nowosad‐Bakalarczyk
  12. Jerzy Bart­miń­ski
  13. Jadwi­ga Puzy­ni­na
  14. Sta­ni­sław Kozia­ra
  15. Elż­bie­ta Bła­cho­wicz

Frag­ment wypo­wie­dzi Joan­ny Krup­skiej Pre­zes Związ­ku Dużych Rodzin 3+ w pane­lu na kon­fe­ren­cji pt. „Orga­ni­za­cje spo­łecz­ne a pań­stwo”. Warsz­wa 19.11.2017

Z per­spek­ty­wy 10 lat pre­ze­so­wa­nia temu zja­wi­sku, jakim jest Zwią­zek Dużych Rodzin, ale tak­że spo­glą­da­jąc na dzia­ła­nia lat opo­zy­cji lat 70., widzę ogrom­ną siłę oddzia­ły­wa­nia spo­łecz­ne­go gru­py osób skon­cen­tro­wa­nych na okre­ślo­nym, jasno wyty­czo­nym celu. Klu­czo­wa jest zdol­ność poko­jo­we­go, kon­struk­tyw­ne­go roz­wią­zy­wa­nia kon­flik­tów i współ­dzia­ła­nie opar­te na sza­cun­ku. Jest to siła zdol­na zmie­niać świa­do­mość spo­łecz­ną i pań­stwo. Nasu­wa mi się obraz rze­ki, któ­ra wypły­wa z małe­go źró­dła i sta­je się potęż­nym żywio­łem zmie­nia­ją­cym kra­jo­braz.

Joan­na Krup­ska


Frag­ment felie­to­nu redak­to­ra Krzysz­to­fa Ziem­ca pt. „Woła­nie do sumień” zamiesz­czo­ne­go w tygo­dni­ku „Idzie­my” (nr 50, 10.12.17)

Z pozio­mem deba­ty publicz­nej jest coraz gorzej. Tyl­ko czy głów­ni adre­sa­ci ape­lu, po pierw­sze prze­czy­ta­ją go, a po dru­gie, wezmą do ser­ca? Jeśli zgo­dzi­my się, że ryba psu­je się od gło­wy, to prze­mia­nę powin­ni zacząć poli­ty­cy. Bo to oni w dużej mie­rze są archi­tek­ta­mi nie­bez­piecz­nych zmian. Mają wpływ na swój elek­to­rat. Zmia­na na górze mogła­by wymu­sić zmia­nę na dole. No wła­śnie, tyl­ko czy oni tego napraw­dę chcą? I czy potra­fią?

Krzysz­tof Zie­miec


Cyta­ty z pism Nor­wi­da, któ­re dr Tomasz Kor­pysz umie­ścił w ostat­nim ze swo­ich języ­ko­znaw­czych felie­to­nów w tygo­dni­ku ?Idzie­my? (nr 32, 6.08.17)

Po śmier­ci Zyg­mun­ta Kra­siń­skie­go Nor­wid pisał: ?wiel­ki to jest szwank postra­dać szla­chet­nie się róż­nią­ce­go przy­ja­cie­la, w tej epo­ce zwłasz­cza, w któ­rej łatwiej może napo­tkać ludzi zapa­mię­ta­le się kocha­ją­cy­ch, niż umie­ją­cy­ch szla­chet­nie i z miło­ścią róż­nić się.? W innym liście wyra­żał to jesz­cze dosad­niej ?naj­rzad­szą albo­wiem dziś stra­ci­łem rze­cz: to jest szla­chet­nie się ze mną róż­nią­ce­go przy­ja­cie­la. Cóż bo dziś, a mia­no­wi­cie u nas, rzad­sze­go jest? ? któ­rzy zawsze o nie­zgo­dę bywa­my poma­wia­ni, a w grun­cie rze­czy zupeł­nie że co inne­go zby­wa nam ? to jest umie­my się tyl­ko kłó­cić albo kochać, ale nie umie­my się róż­nić pięk­nie i moc­no.? ? Toma­sz Kor­py­sz dodaje:?Przypominam te sło­wa, ponie­waż ostat­nie wyda­rze­nia na pol­skiej sce­nie poli­tycz­nej oraz spo­so­by ich rela­cjo­no­wa­nia, opi­sy­wa­nia oraz oma­wia­nia w media­ch dowo­dzą, że od cza­sów gorz­kiej dia­gno­zy Nor­wi­da nie­wie­le się w tej kwe­stii zmie­ni­ło.?
     W dal­szej czę­ści felie­to­nu dr Kor­py­sz zamiesz­cza nasz list do poli­ty­ków i dzien­ni­ka­rzy  z proś­bą o kul­tu­rę komu­ni­ka­cji w życiu publicz­nym oraz obszer­ne frag­men­ty ape­lu Rady Języ­ka Pol­skie­go PAN doty­czą­ce ety­ki sło­wa, za co ser­decz­nie mu dzię­ku­je­my.
Tomasz Kor­pysz

Pani Anna Dym­na w r. 2015 otrzy­ma­ła Nagro­dę Pre­zy­den­ta RP „Zasłu­żo­ny dla pol­sz­czy­zny”. Poda­je­my poni­żej war­te uwa­gi frag­men­ty dwóch jej listów zawie­ra­ją­cych odpo­wiedź na zapro­sze­nie do udzia­łu w dzia­łal­no­ści Zespo­łu Ety­ki Sło­wa.

Proszę mi wyba­czyć, że w tym cha­osie do tej pory nie odpo­wie­dzia­łam na Pani pro­po­zy­cję. Jestem nią zaszczy­co­na. Bar­dzo dzię­ku­ję. Nie wiem jed­nak, czy będę umia­ła coś pomóc. Nasza rze­czy­wi­stość, jak­by to powie­dział Cze­chow „psie­je”. Sza­nu­nek do dru­gie­go czło­wie­ka, zaufa­nie, przy­zwo­itość, god­ność pisz­czą gdzieś w kącie kopa­ne i bez­czesz­czo­ne otwar­cie i publicz­nie. Przy­kład, któ­ry idzie z mediów czy­ni praw­dzi­we spu­sto­sze­nie w mło­dych poko­le­niach… mło­dzi ludzie już napraw­dę nie wie­dzą z jakich wzor­ców korzy­stać, co jest dobre, a co złe. Poli­ty­cy zio­ną nie­na­wi­ścią, każ­dy każ­de­go sta­ra sie upo­ko­rzyć, wziąć jakiś odwet… i to bez wzglę­du na stro­nę po któ­rej sto­ją. Nasza rze­czy­wi­stość, wszyst­kie jej prze­strze­nie powo­li sta­ją się odhu­ma­ni­zo­wa­ne. Ten brak cza­su, pobież­ne kon­tak­ty przez Inter­net, komór­ki spra­wia­ją, że czło­wiek coraz rza­dziej patrzy czło­wie­ko­wi w oczy, zapo­mi­na co to zna­czy roz­mo­wa, dys­ku­sja. Wkrót­ce ety­ka to będzie nic nie zna­czą­ce, puste sło­wo. Mnie ratu­je poezja i kon­tak­ty z oso­ba­mi nie­peł­no­spraw­ny­mi, któ­rzy uszko­dzo­ny­mi na sta­łe mózga­mi nie potra­fią mani­pu­lo­wać, nisz­czyć uczuć i zabi­jać war­to­ści. Boże! Jak rato­wać to co naj­waż­niej­sze.? Prze­cież sło­wa źle uży­wa­ne też tra­cą sens i swo­ją zbaw­czą moc.

***

Prze­czy­ta­łam proś­bę o wybra­nie zespo­łu, z któ­rym chcia­ła­bym współ­pra­co­wać. I tu mam pro­blem. Jestem aktor­ką i całe życie pra­cu­ję w teatrze więc wyda­wa­ło­by się, że powin­nam zna­leźć się w gro­nie ludzi sztu­ki ale… od wie­lu lat obra­cam się też w śro­do­wi­sku ludzi cho­rych, nie­peł­no­spraw­nych, leka­rzy, pra­cow­ni­ków służ­by zdro­wia. Pro­wa­dzę od 14 lat w TVP 2 pro­gram ?Spo­tkaj­my się? , w któ­rym pro­wa­dzę roz­mo­wy przed kame­ra­mi z cier­pią­cy­mi, poszko­do­wa­ny­mi przez los oso­ba­mi ? i wiem co ich naj­bar­dziej boli, z jakie­go powo­du wyle­wa­ją naj­wię­cej łez… czę­sto wła­śnie źle, w pośpie­chu uży­te sło­wo przez leka­rza, przez ludzi z oto­cze­nia jest źró­dłem zała­mań, depre­sji, roz­pa­czy. Sło­wo może czło­wie­ka zabić, a może tez ura­to­wać. Byłam tego świad­kiem wie­lo­krot­nie. A w cho­ro­bie, nie­peł­no­spraw­no­ści te zja­wi­ska wystę­pu­ją bar­dzo wyraź­nie, ostro, bole­śnie. Wie­le godzin na temat zagro­żeń jakie nie­sie za sobą odhu­ma­ni­zo­wa­nie medy­cy­ny roz­ma­wia­łam z pro­fe­so­rem, dok­to­rem Andrze­jem Szcze­kli­kiem. To był wiel­ki lekarz i huma­ni­sta. Nie­ste­ty umarł kil­ka lat temu. Zosta­wił na szczę­ście po sobie wspa­nia­łe książ­ki , a nasze roz­mo­wy zaowo­co­wa­ły kon­kur­sem lite­rac­kim dla leka­rzy i służ­by zdro­wia pt. ?Przy­cho­dzi wena do leka­rza?. Natych­miast zresz­tą , przez moją Fun­da­cję Mimo Wszyst­ko zor­ga­ni­zo­wa­łam kon­kurs poetyc­ki dla ludzi cho­rych i nie­peł­no­spraw­nych ? Sło­wa, dobrze, że jeste­ście?. Bo SŁOWO może być napraw­dę naj­więk­szym przy­ja­cie­lem czło­wie­ka … i jest. Czło­wiek dzię­ki nie­mu nigdy nie jest samot­ny. Zresz­tą ? Na począt­ku było Sło­wo?. Cze­sław Miłosz w wier­szu ?Sens? tak mądrze pisze o tym jak waż­ne jest sło­wo, nawet wte­dy gdy wyda­je się, że wszyst­ko tra­ci sens. Nie ma wśród wymie­nio­nych pod­ze­spo­łu, któ­ry by się spe­cjal­nie zaj­mo­wał medy­cy­ną. Ale być może powin­nam współ­pra­co­wać z pod­ze­spo­łem ?sztu­ka?. Moim naj­waż­niej­szym narzę­dziem pra­cy jest prze­cież sło­wo. Wciąż pra­cu­ję na eta­cie w teatrze, uczę stu­den­tów w PWST, a poza tym pro­wa­dzę już 14 rok Kra­kow­ski Salon Poezji i w mię­dzy cza­sie otwo­rzy­łam 44 podob­ne miej­sca w róż­nych mia­stach nie tyl­ko pol­skich. A te Salo­ny to takie oazy pięk­ne­go sło­wa, miej­sca gdzie sło­wo ma god­ność i poma­ga żyć i zro­zu­mieć świat.

Anna Dym­na


Tekst Pro­fe­so­ra Bral­czy­ka, któ­ry zachę­ca nas do odrzu­ce­nia ze sło­wa nie­na­wi­dze­nie par­ty­ku­ły nie, co pozwa­la przejść od mowy słu­żą­cej złu do mowy peł­nej dobra:

Jesz­cze w szes­na­stym wie­ku mie­li­śmy w pol­sz­czyź­nie cza­sow­nik nawi­dzieć, któ­ry zna­czył ‘przy­jaź­nie patrzeć, widząc’, czy­li ‘mieć w kimś upodo­ba­nie’, a dalej wręcz ‘kochać, miło­wać’. Uży­wał go, archa­izu­jąc, Sien­kie­wicz. Nawi­ści jako rze­czow­ni­ka jed­nak nie odno­to­wa­no. Zaprze­cze­niem tego nawi­dze­nia była nie­na­wiść, obec­na już w pra­sło­wiańsz­czyź­nie, nazy­wa­ją­ca taką nie­chęć do widze­nia kogoś, że prze­cho­dzi­ła ona w naj­sil­niej­sze bodaj nega­tyw­ne uczu­cie, któ­re róż­nie defi­nio­wa­no. Sta­re słow­ni­ki widzą w nie­na­wi­ści trwa­ły i sil­ny gniew, łączą ją ze wstrę­tem, pogar­dą, „zło­ży­cze­niem”, mści­wo­ścią, zawzię­to­ścią; w now­szych jest uka­zy­wa­na jako bliż­sza sil­nej wro­go­ści czy nie­chę­ci niż gnie­wo­wi. W każ­dym razie sil­ne to i trwa­łe uczu­cie. Daw­ny bez­oko­licz­nik nie­na­wi­dzieć ustą­pił osta­tecz­nie cał­kiem nie­daw­no now­sze­mu i mniej języ­ko­wo uza­sad­nio­ne­mu nie­na­wi­dzić może trze­ba szu­kać uza­sad­nie­nia w chę­ci ode­rwa­nia zna­cze­nia od cza­sow­ni­ka widzieć? W każ­dym razie zło­żo­ny to cza­sow­nik i zło­żo­ny rze­czow­nik, jak zresz­tą we wszyst­kich języ­kach sło­wiań­skich. Inne języ­ki mają nazwy pro­ste i wygod­ne: dla Wło­chów i Hisz­pa­nów nie­na­wiść to odio, dla Fran­cu­zów haine, dla Niem­ców Hass, dla Szwe­dów i Nor­we­gów hat, dla Duń­czy­ków had. Angli­cy mają bar­dziej zło­żo­ne hatred, ale cza­sow­nik jest poręcz­ny: hate. Chcia­ło­by się sądzić, że i żywie­nie tego uczu­cia u Sło­wian nie jest tak natu­ral­nie pro­ste jak gdzie indziej i wią­że się z więk­szym wysił­kiem czy kom­pli­ka­cja­mi, ale chy­ba takiej zależ­no­ści nie ma. Tyle, że trud­niej dziś być nie­na­wist­ni­kiem, sie­jąc w Inter­ne­cie nie­na­wist­ne wpi­sy, niż być hej­te­rem: hej­to­wa­nie to coś, co tak zręcz­nie się nazy­wa, że i przy­znać się do tego łatwiej. Sobie nie­na­wiść rzad­ko przy­pi­su­je­my. Cza­sem co naj­wy­żej, z jaw­ną prze­sa­dą, mówi­my, że nie­na­wi­dzi­my kłam­stwa czy głu­po­ty, czę­sto pół­żar­tem emo­cjo­nal­nie reagu­je­my na nie­po­wo­dze­nia okrzy­kiem wyra­ża­ją­cym nie­na­wiść, ale każ­dy wie, że takie nie­na­wi­dzę kor­ków! ma raczej słu­żyć odre­ago­wa­niu niż oka­za­niu praw­dzi­we­go, trwa­łe­go uczu­cia. Tak prze­cież mogą pokrzy­ki­wać zabaw­ne posta­ci z kre­skó­wek. A jaka jest praw­dzi­wa nie­na­wiść, poka­zu­je nam jej boga­ta fra­ze­olo­gia. A więc bywa nie­na­wiść nie­ubła­ga­na, dzi­ka, głę­bo­ka, śmier­tel­na, fana­tycz­na i namięt­na, wście­kła i zażar­ta. Wszyst­kie te ener­ge­tycz­ne przy­miot­ni­ki do niej pasu­ją. Może być śle­pa, a tak­że głu­cha. Bywa zim­na, ale i gorą­ca. Ta ostat­nia cecha chy­ba naj­bar­dziej do niej pasu­je, bo prze­cież moż­na nią pałać, pło­nąć i ziać, a ona sama pali. Moż­na ją tak­że wznie­cać i pod­sy­cać, a sły­chać też o pło­mie­niach nie­na­wi­ści. Jej wyobra­że­nie jest jed­nak bogat­sze, bo też moż­na ją siać czy po pro­stu sze­rzyć. Jest uczu­ciem powszech­nym i powszech­nie potę­pia­nym. W pol­skim zbio­rze przy­słów z pierw­szej poło­wy sie­dem­na­ste­go wie­ku mamy trzy zna­mien­ne przy­sło­wia: „nie­na­wiść znaj­dzie winę i do zwa­dy (albo: krzyw­dy) przy­czy­nę”, „nie­na­wiść wszyst­ko we złe obra­ca”, „nie­na­wiść złem cudzym się chło­dzi, choć jej to samej rów­no szko­dzi”. Nie­na­wi­dzi­my nie­na­wi­ści. W wymia­rze spo­łecz­nym nie­zwy­kle groź­na, w wymia­rze indy­wi­du­al­nym psy­chicz­nie wynisz­cza­ją­ca […]

J.Bralczyk, 1000 słów, War­sza­wa 2017, s. 81

Waż­ny tekst Pro­fe­so­ra Bral­czy­ka o zagro­że­niach uczci­we­go poro­zu­mie­wa­nia się ludzi:

Postu­lat etycz­no­ści w posłu­gi­wa­niu się sło­wem wyda­je się szcze­gól­nie istot­ny w sfe­rze sło­wa publicz­ne­go, coraz czę­ściej odczu­wa­ne­go bar­dziej jako narzę­dzie nakła­nia­nia niż infor­ma­cji. Opo­wia­da­nie o świe­cie, pre­zen­to­wa­nie sta­no­wi­ska wobec zja­wisk, nawet gdy dostar­cza nam potrzeb­nej wie­dzy czy atrak­cyj­nej roz­ryw­ki, inte­lek­tu­al­nych prze­żyć lub este­tycz­nych doznań, bywa roz­po­zna­wa­ne jako nakła­nia­ją­ce – w naj­lep­szym przy­pad­ku do przyj­mo­wa­nia okre­ślo­nych postaw wobec świa­ta, a czę­sto do kon­kret­nych zacho­wań, skut­ku­ją­cych wybo­ra­mi poli­tycz­ny­mi lub eko­no­micz­ny­mi.

Moż­na tę sytu­ację zaak­cep­to­wać, choć trud­no się nią cie­szyć. Zna­jo­mość zasad dzia­ła­nia komu­ni­ka­tów publicz­nych, mil­czą­ca zgo­da na wszech­ogar­nia­ją­cą wize­run­ko­wość i coraz mniej odczu­wa­ny jako natręt­ny, choć prze­cież nasi­la­ją­cy się pi‐ar może czy­nić całą sfe­rę komu­ni­ka­cji publicz­nej do znie­sie­nia – dla świa­do­mych odbior­ców.

Ale ta świa­do­mość jest kształ­to­wa­na, i to od dzie­ciń­stwa. Emo­cjo­nal­ne tek­sty rekla­mo­we, bawią­ce doro­słych, two­rzą wzor­ce języ­ko­we, któ­rym mło­dzi słu­cha­cze i widzo­wie łatwo ule­ga­ją. Może­my liczyć na natu­ral­ną dla mło­dych skłon­ność do prze­ko­ry, owo­cu­ją­cą czę­sto  zabaw­ny­mi paro­dia­mi i tra­we­sta­cja­mi tek­stów publicz­nych, tak­że rekla­mo­wych i ogól­nie pro­mo­cyj­nych, ale to nie odda­la zagro­że­nia wyni­ka­ją­ce­go z przy­swa­ja­nia wzor­ców zacho­wań komu­ni­ka­cyj­nych, z desen­sy­ty­za­cji, czy­li uniew­raż­li­wia­nie się na zwro­ty i wyra­że­nia skraj­nie nace­cho­wa­ne oce­na­mi i emo­cja­mi, wresz­cie z uzna­nia pozor­no­ści publicz­ne­go (a może nie tyl­ko publicz­ne­go?) poro­zu­mie­wa­nia się. A komu­ni­ka­cja poro­zu­mie­wa­nia się nie zastą­pi.

Mogło­by się wyda­wać, że ucze­nie w peł­ni świa­do­me­go obco­wa­nia z tek­sta­mi komu­ni­ka­cji publicz­nej na pozio­mie szkol­nej edu­ka­cji odda­li­ło­by nie­bez­pie­czeń­stwa bez­re­flek­syj­ne­go odbio­ru i przyj­mo­wa­nia za dobrą mone­tę skraj­nie sfunk­cjo­na­li­zo­wa­nych zacho­wań języ­ko­wych. Ale czy pośred­nio nie pro­wa­dzi­ło­by do sank­cjo­no­wa­nia takie­go wła­śnie języ­ka publicz­ne­go?

Myśle­nie o uczci­wo­ści w poro­zu­mie­wa­niu się zamiast o pro­fe­sjo­nal­nej atrak­cyj­no­ści publicz­nej wypo­wie­dzi jest jed­nak moż­li­we i nie powin­no być trak­to­wa­ne jako prze­jaw naiw­no­ści, jeśli potra­fi­my na całą kwe­stię uży­wa­nia języ­ka spoj­rzeć z odpo­wied­niej, spo­łecz­nie uza­sad­nio­nej per­spek­ty­wy.

Jerzy Bral­czyk


Tekst wypo­wie­dzi Pro­fe­so­ra Jana Miod­ka sta­no­wi frag­ment roz­mo­wy z Nim, zaty­tu­ło­wa­nej: „Cywilizacyjno‐historyczny para­doks”, zamiesz­czo­nej w anto­lo­gii pt. „Pol­skie wyzwa­nia nasze­go cza­su”, Lublin 2005, s. 342–343:

[…] ? A ta ist­na nawał­ni­ca wul­ga­ry­zmów?

? Dotknął pan naj­smut­niej­sze­go zja­wi­ska współ­cze­snej pol­sz­czy­zny. Śmiem twier­dzić, że pod wzglę­dem zwul­gar­nie­nia języ­ka bije­my w Euro­pie abso­lut­ny rekord. I ? nie­ste­ty ? za gra­ni­cą zaczy­na­ją nas widzieć jako naród prze­kli­na­ją­cy. Dla­te­go po raz któ­ryś opo­wiem zda­rze­nie, jakie spo­tka­ło mnie w środ­ku Pary­ża  […]. Otóż, spa­ce­ru­jąc z żoną, syna­mi, zna­jo­my­mi roz­ma­wia­my po pol­sku. Nagle Murzyn, czar­niej­szy niż pań­ski dłu­go­pis, macha do nas ręką i krzy­czy: ?Polo­gne, Polo­gne, kur­wa, kur­wa?. ? I to zaczy­na być znak Pol­ski w świe­cie.

Lubię cza­sem sta­nąć na środ­ku ryn­ku wro­cław­skie­go i nie myśląc o tym, co mam jesz­cze do zro­bie­nia, wsłu­chi­wać się w to, co zewsząd dola­tu­je do moich uszu. Czy pan wie, że że sły­szę te sło­wa na „k”, na „ch” na „p”. Na ryn­ku, w samym ser­cu mia­sta! To jest pato­lo­gia.

? Czy miał­by pan na to jakąś dia­gno­zę?

? Nie wiem. To jest cho­re, ale nie wiem dla­cze­go.

? Ale […] to może nasze życie jest wła­śnie takie wul­gar­ne?

? Gdy­by­śmy chcie­li tutaj kogoś obwi­niać, to trze­ba by na pierw­szym miej­scu wymie­nić auto­rów kosz­mar­nych wido­wisk, w któ­rych co dru­gie sło­wo zaczy­na się na ?k? i ?p?, gdzie stru­mie­nia­mi leje się krew, gdzie się kogoś bez prze­rwy zarzy­na. Strasz­ne są też gry kom­pu­te­ro­we, gdzie nicze­go inne­go się w grun­cie rze­czy nie robi, tyl­ko się zabi­ja, roz­strze­li­wu­je, wie­sza, topi, bije. Niech pan zoba­czy, jak wyglą­da­ją tzw. zwia­stu­ny fil­mów. Tam nawet sce­ny ero­tycz­ne prze­gry­wa­ją z prze­mo­cą!

? Zda­je się, jak­by w tym kie­run­ku podą­żał świat… […]

? To jest kolej­ny cywilizacyjno‐historyczny para­doks. Do roku 1989 nie było suwe­ren­no­ści i wol­no­ści, więc pod­nie­ca­li­śmy się każ­dą pre­mie­rą teatral­ną. Co też

reży­ser prze­my­cił? Uda mu się czy nie uda? Mru­ga do nas czy nie? Na ?kon­fron­ta­cje fil­mo­we? wali­ły nie­prze­bra­ne tłu­my! Sobo­ta ? to było rytu­al­ne czy­ta­nie Poli­ty­ki, Kul­tu­ry, Życia Lite­rac­kie­go. Że nie wspo­mnę już o roli poetów i pisa­rzy, tych wiesz­czów naro­do­wych z jakąś misją. Aż przy­szedł 1989 rok i wszyst­ko znor­mal­nia­ło. Przyj­dzie więc zapew­ne i taki czas, że tomi­ki poetyc­kie będą mia­ły po kil­ku­dzie­się­ciu czy­tel­ni­ków, a rolę skrzy­dla­tych słów będą peł­nić slo­ga­ny rekla­mo­we.

? A może i taki, że ktoś, kto w ogó­le czy­ta, będzie rzad­ko­ścią, dzi­wo­lą­giem?

? Cie­ka­wie mówi­ła o tym nie­daw­no Susan Son­n­tag. ?Wy też w Pol­sce do tego doj­dzie­cie ? powie­dzia­ła? ? obser­wu­jąc, jak wzo­rem ame­ry­kań­skim pre­fe­ru­je­my roz­ryw­kę, a nie wysi­łek inte­lek­tu­al­ny. Te zwia­stu­ny, ocie­ka­ją­ce krwią, nale­żą wła­śnie do obsza­ru owej łatwej roz­ryw­ki. A może tyl­ko mamy w Pol­sce do czy­nie­nia z jakimś okre­sem przej­ścio­wym, po któ­rym zno­wu zatę­sk­ni­my do ambit­niej­szych form kul­tu­ry. […]


Nasz zagra­nicz­ny czło­nek, Pro­fe­sor Anna Wierz­bic­ka, poświę­ca ostat­nio wie­le uwa­gi seman­ty­ce ewo­lu­cyj­nej w powią­za­niu z pry­ma­to­lo­gią i antro­po­lo­gią. W ety­ce sło­wa  szcze­gól­ny nacisk  kła­dzie na praw­dę.

Według naj­now­szych badań z zakre­su pry­ma­to­lo­gii i seman­ty­ki ewo­lu­cyj­nej, w reper­tu­arze poję­cio­wym szym­pan­sów zna­leźć moż­na, mię­dzy inny­mi,  proto‐pojęcia ?wiem?, ?widzę?, ?chcę? i ?czu­ję?. Ponie­waż szym­pan­sy mają też poro­zu­mie­nie ?zna­ko­we?, dys­po­nu­ją row­nież, wol­no sądzić, proto‐pojęciem ?mówić? (nie w sen­sie mówie­nia sło­wa­mi, ale ?mówie­nia? inny­mi dźwię­ka­mi  i rucha­mi cia­ła). Nie mają nato­miast pojęć (czy proto‐pojęć) ?sło­wo? i ?praw­da?[1].

A więc te dwa poję­cia, ?sło­wo? i ?praw­da?, nale­żą do nie­wiel­kie­go zbio­ru pojęć (wro­dzo­nych), któ­re odróż­nia­ją czło­wie­ka od szym­pan­sa. No i oczy­wi­ście trze­ba pod­kre­ślić uży­tek, jaki czło­wiek z tych pojęć robi. Wnio­sek: naj­waż­niej­szą war­to­ścią etycz­ną w naszym mówie­niu jest chcieć mówić praw­dę.

Anna Wierz­bic­ka

[1] Zob. Cliff God­dard, Anna Wierz­bic­ka, Hora­cio Fabre­ga, 2014, ?Evo­lu­tio­na­ry seman­tics: using NSM to model sta­ges in human cogni­ti­ve evo­lu­tion?. Lan­gu­age Scien­ces 42, 60–79.


Pro­fe­sor Andrzej Bogu­sław­ski, jeden z naj­wy­bit­niej­szych pol­skich języ­ko­znaw­ców, wykła­da w Kate­drze Lin­gwi­sty­ki For­mal­nej na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim. Głów­nym przed­mio­tem jego zain­te­re­so­wań badaw­czych jest teo­ria i filo­zo­fia języ­ka. Szcze­gól­ne miej­sce w tej teo­rii zaj­mu­je roz­wa­ża­nie pojęć wie­dzy i praw­dy.

Veridicum laudare necesse est, vitam sustinere non est necesse

W związ­ku z ożyw­czą pra­cą w dzie­dzi­nie ?ety­ki sło­wa? i na rzecz prak­tycz­nej reali­za­cji jej mak­sym, pra­cy, jakiej prze­wo­dzi Pro­fe­sor Jadwi­ga Puzy­ni­na, przy­po­mnę myśl sfor­mu­ło­wa­ną prze­ze mnie w arty­ku­le pod tym samym tytu­łem opu­bli­ko­wa­nym w Jour­nal of Prag­ma­tics (2005: 37, s. 411–431). Jest jasne, że w tym tytu­le cho­dzi o tra­we­sta­cję rzym­skiej sen­ten­cji Navi­ga­re neces­se est, vive­re non est neces­se, a tak­że o jej muta­cję gło­szo­ną przez śp. Pro­fe­sor Izy­do­rę Dąmb­ską: Phi­lo­so­pha­ri neces­se est, vive­re non est neces­se.

W swo­im arty­ku­le sta­ra­łem się poka­zać w tech­nicz­nym wywo­dzie logicz­nym, że wszel­kie sądy war­to­ściu­ją­ce inne niż sta­no­wią­ce pochwa­łę praw­do­mów­no­ści ustę­pu­ją tym ostat­nim w tym, że tyl­ko pochwa­ła praw­do­mów­no­ści jest, w wypad­ku każ­dej isto­ty mówią­cej, posta­wą logicz­nie koniecz­ną.

Moje omó­wie­nie we wspo­mnia­nym arty­ku­le było dość obszer­ne i, jak powie­dzia­łem, tech­nicz­ne. Nie ma moż­li­wo­ści jego ade­kwat­nej pre­zen­ta­cji w tym miej­scu. W obec­nej wypo­wie­dzi ogra­ni­czę się do wska­za­nia wstęp­nych intu­icyj­nych lingwistyczno‐fenomenologicznych pod­staw swo­jej tezy.

Cho­dzi o to, że kla­sycz­na tria­da ?war­to­ści naj­wyż­szych”: praw­da, dobro, pięk­no, jest nie­zby­wal­nie nazna­czo­na wewnętrz­ną asy­me­trią. Praw­da / wie­dza obja­wia swą cał­ko­wi­tą nie­za­leż­ność od innych jako­ści, pod­czas gdy te ostat­nie więd­ną tam, gdzie brak jest jej.

War­to jest mia­no­wi­cie przyj­rzeć się nastę­pu­ją­ce­mu ukła­do­wi zdań bez dewia­cji seman­tycz­nej i z taką wła­śnie dewia­cją:

  • To było­by dobre, gdy­by tyl­ko była to praw­da.
  • To było­by pięk­ne, gdy­by tyl­ko była to praw­da.
  • *To było­by praw­dą, gdy­by tyl­ko to było dobre.
  • *To było­by praw­dą, gdy­by tyl­ko to było pięk­ne.

Isto­ta rze­czy spro­wa­dza się do fak­tów nastę­pu­ją­cych. Fakt pierw­szy. Kto­kol­wiek pochwa­la czy­jąś wypo­wiedź, któ­ra jest jego zda­niem nie­praw­dzi­wa, musi z koniecz­no­ści jed­no­cze­śnie pochwa­lać czy­jeś powie­dze­nie cze­goś, co jest jego zda­niem praw­dą. Fakt dru­gi. Kto­kol­wiek pochwa­la czy­jąś wypo­wiedź, któ­ra jest jego zda­niem praw­dzi­wa, nie musi jed­no­cze­śnie pochwa­lać niczy­je­go powie­dze­nia cze­goś, co nie jest jego zda­niem praw­dą. Te dwa fak­ty łącz­nie sta­no­wią o tym, że bez­względ­na wewnętrz­nie nie­sprzecz­na apro­ba­ta nie­praw­do­mów­no­ści jest nie­moż­li­wa (taka apro­ba­ta może być jedy­nie wewnętrz­nie sprzecz­na), pod­czas gdy total­na apro­ba­ta praw­do­mów­no­ści jest nie­sprzecz­na wewnętrz­nie.

Jak powie­dział św. Grze­gorz z Nys­sy, potę­pia­jąc ?poboż­ne? znie­kształ­ce­nia praw­dy histo­rycz­nej: Bóg nie potrze­bu­je naszych kłamstw.

Jest to rów­no­waż­ne z praw­dą nastę­pu­ją­cą: Wszech­wie­dzą­ce­mu Bogu jest obca każ­da nie­praw­da. Nawet jeże­li obda­rza­jąc nas, nie­wsze­chwie­dzą­cych, mową, z jej alter­na­ty­wa­mi tau­to­lo­gicz­ny­mi, dopu­ścił nasze mówie­nie nie­praw­dy.

Nie­praw­do­mów­ność jest szko­dli­wa nie tyle przez incy­den­tal­ne dez­in­for­ma­cje, co przez znie­kształ­ce­nie nasze­go obra­zu bliź­nich, zwłasz­cza obra­zu ich goto­wo­ści do okre­ślo­ne­go dzia­ła­nia.

Andrzej Bogu­sław­ski


Prof. Andrzej Mar­kow­ski, prze­wod­ni­czą­cy Rady Języ­ka Pol­skie­go, czło­nek Pre­zy­dium Komi­te­tu Języ­ko­znaw­stwa PAN, wie­lo­let­ni dyrek­tor Insty­tu­tu Języ­ka Pol­skie­go UW i zna­ny popu­la­ry­za­tor wie­dzy o języ­ku pol­skim. Tekst na stro­nie jest frag­men­tem książ­ki „Kul­tu­ra języ­ka pol­skie­go: teo­ria, zagad­nie­nia lek­sy­kal­ne”, War­sza­wa 2005, skró­co­nym za zgo­dą Auto­ra.
Etyka sło­wa jest jed­nym z warun­ków tego, co nazy­wa się powo­dze­niem, for­tun­no­ścią aktu mowy. Zasa­dza się ona na natu­ral­nym ocze­ki­wa­niu odbior­cy tek­stu, że ten, kto mówi (pisze) jest praw­do­mów­ny, nie oszu­ku­je. Jeże­li nadaw­ca nie speł­nia tego ocze­ki­wa­nia, to zasa­da współ­pra­cy part­ne­rów kon­tak­tu języ­ko­we­go zosta­je naru­szo­na, [?] a wypo­wiedź nale­ży trak­to­wać jako nie­uda­ną, nie­for­tun­ną. Ety­ka sło­wa obej­mu­je tak­że zasa­dy kon­tak­tu uprzej­me­go, gło­szą­ce: ?Roz­ma­wiaj z part­ne­rem albo mów do nie­go tak, by czuł się dobrze, nie­za­leż­nie od tego, jaka jest treść roz­mo­wy czy komu­ni­ka­tu? oraz: ?For­mu­łuj tekst tak, by odbior­ca miał moż­li­wość wybo­ru posta­wy i zacho­wa­nia?.

Tak więc ety­ka kon­tak­tu języ­ko­we­go zakła­da okre­ślo­ną posta­wę nadaw­cy tek­stu wobec jego odbior­cy oraz (co nie­mniej istot­ne) wła­ści­wy sto­su­nek odbior­cy tek­stu do jego nadaw­cy. Pod­sta­wą ety­ki sło­wa jest pod­mio­to­we, a nie instru­men­tal­ne trak­to­wa­nie się part­ne­rów dia­lo­gu. [?]

Kon­takt języ­ko­wy speł­nia­ją­cy zasa­dy ety­ki sło­wa powi­nien więc być wol­ny od takich ele­men­tów, jak narzu­ca­nie part­ne­ro­wi poglą­dów, nie­da­wa­nie mu moż­li­wo­ści przed­sta­wie­nia swo­je­go punk­tu widze­nia, zastra­sza­nie go, a tak­że zmu­sza­nie do odbio­ru tek­stu komu­ni­ka­tu wbrew jego woli. Naru­sze­niem zasad ety­ki sło­wa ze stro­ny odbior­cy jest z kolei słu­cha­nie lub czy­ta­nie ukie­run­ko­wa­ne: nie­życz­li­we i ten­den­cyj­ne bądź pod­po­rząd­ko­wa­ne z góry przy­ję­tym zało­że­niom, a tak­że nie­uważ­ne i wybiór­cze. Pierw­szą zasa­dą ety­ki sło­wa jest danie moż­li­wo­ści wybo­ru: mię­dzy mówie­niem (pisa­niem) a mil­cze­niem i mię­dzy odbio­rem a świa­do­mym nie­odbie­ra­niem komu­ni­ka­tu języ­ko­we­go.

Ale naru­sza­nia ety­ki sło­wa nale­ży się dopa­try­wać tak­że na pozio­mie nie­za­cho­wy­wa­nia pod­sta­wo­wych reguł popraw­no­ści języ­ko­wej i sty­li­stycz­nej w wypo­wie­dziach publicz­nych, w nie­do­cią­gnię­ciach for­my komu­ni­ka­tów języ­ko­wych. [?]. Dba­łość o for­mę języ­ko­wą wypo­wie­dzi jest bowiem prze­ja­wem sza­cun­ku dla part­ne­ra dia­lo­gu.

Ety­kę sło­wa naru­sza­ją tak­że tek­sty szy­der­cze i iro­nicz­ne, któ­re z zało­że­nia nie respek­tu­ją zasa­dy sza­no­wa­nia part­ne­ra, a tak­że tek­sty wul­gar­ne, któ­re naru­sza­ją nor­my spo­łecz­nej wraż­li­wo­ści na sło­wo, obo­wią­zu­ją­ce w pew­nym śro­do­wi­sku. Te typy tek­stów moż­na sto­sun­ko­wo łatwo roz­po­znać, wystę­pu­ją w nich bowiem języ­ko­we wykład­ni­ki iro­nii, szy­der­stwa czy wul­gar­no­ści. O wie­le trud­niej roz­po­zna­wal­ne są tek­sty kłam­li­we, zawie­ra­ją­ce nie­praw­dę bądź ele­men­ty praw­dy wymie­sza­ne z nie­praw­dą, nie mają one bowiem na ogół wykład­ni­ków na pozio­mie języ­ka; kłam­stwo moż­na bowiem roz­po­znać dopie­ro przez kon­fron­ta­cję tek­stu języ­ko­we­go z rze­czy­wi­sto­ścią poza­ję­zy­ko­wą. [?]

Andrzej Mar­kow­ski


Dr Ewa Drza­zgow­ska, filo­zof i teoretyk‐językoznawca uka­zu­je w tym tek­ście, jak Kon­fu­cjusz, a tak­że sze­reg myśli­cie­li XX‐wiecznych wią­że ?porzą­dek w języ­ku? ? z praw­dą, a praw­dę ? z miło­ścią.

Kiedy z serca płyną słowa…

Dla Kon­fu­cju­sza i innych chiń­skich filo­zo­fów sta­ro­żyt­nych sed­nem zdro­wia i ładu spo­łecz­ne­go było to, co okre­śla­li oni jako ‘porzą­dek w nazwach’. Kon­fu­cjusz tłu­ma­czył to w bar­dzo pro­sty spo­sób:

Jeśli nazwy nie są upo­rząd­ko­wa­ne (popraw­ne, wła­ści­we), mowa nie brzmi roz­sąd­nie (błą­ka się); jeśli mowa nie brzmi roz­sąd­nie, spraw nie wień­czy suk­ces [rze­czy pozo­sta­ją nie­wy­ko­na­ne]; jeśli spraw nie wień­czy suk­ces, obrzę­dy i muzy­ka nie kwit­ną; jeśli obrzę­dy i muzy­ka nie kwit­ną, kary nie pasu­ją do zbrod­ni [kara jest nie­zna­mien­na]; jeśli kary nie pasu­ją do zbrod­ni, ludzie nie wie­dzą, do cze­go przy­ło­żyć rękę i gdzie posta­wić nogę (cyt za: E. Itko­nen „Uni­ver­sal Histo­ry of Lin­gu­istics” 1991: 90?91, frag­ment moż­na odna­leźć w wyda­nych w Pol­sce „Dia­lo­gach kon­fu­cjań­skich” 1976).

Jak taki ‘porzą­dek’ się osią­ga? Kon­fu­cjusz: nazy­waj­my ojcem tego, kto jest ojcem, synem – tego, kto jest synem itd. (por. np. A.Wójcik „Kon­fu­cja­nizm” w: red. B. Szy­mań­ska „Filo­zo­fia Wscho­du” 2001: 353).

Jeśli Alek­san­der Wat (ur. 1900) w swo­ich wspo­mnie­niach z tułacz­ki wojen­nej po Rosji Radziec­kiej („Mój wiek”) mógł w odnie­sie­niu do pew­nej gru­py zja­wisk go ota­cza­ją­cych (zasad­nie) użyć okre­śle­nia ‘mowa poza praw­dą i kłam­stwem’, to wła­śnie dla­te­go, że u pod­staw życia spo­łecz­ne­go, któ­re­go doświad­czał, było pla­no­wo reali­zo­wa­ne zabu­rze­nie w rela­cji mię­dzy sło­wa­mi i rze­cza­mi. To nie wystar­czy, by wyja­śnić doświad­cze­nie Wata, ale jest jego pod­sta­wą.

O 12 lat star­szy od Wata austriac­ki filo­zof Fer­di­nand Ebner, któ­ry zmarł tak mło­do, że nie dożył II woj­ny, wszedł głę­biej w opis zja­wisk, o któ­re tu cho­dzi. Wska­zał, że to pod­sta­wo­we nazy­wa­nie, na któ­re wska­zy­wał Kon­fu­cjusz (Ebner nie wspo­mi­na jed­nak o chiń­skim filo­zo­fie), doko­nu­je się w roz­mo­wie, w „żywym”, doko­nu­ją­cym się „na poważ­nie” i „praw­dzi­wym” mówie­niu osób do sie­bie. Tak wypo­wia­da­ne sło­wa „dzia­ła­ją”. Takie sło­wa two­rzą wspól­no­tę, bo na mocy bycia powie­dzia­nym „na poważ­nie”, praw­dzi­wo­ści i odbio­ru, któ­ry się doko­nu­je, wyma­ga­ją okre­ślo­nych dzia­łań.

Jak to się dzie­je? To z kolei tłu­ma­czy inny – może lepiej zna­ny od Ebne­ra – filo­zof, Peir­ce (star­szy od Ebne­ra i Wata o poko­le­nie). Kie­dy coś mówię „na poważ­nie” (a więc w szcze­gól­no­ści zawsze do kogoś), bio­rę odpo­wie­dzial­ność za to w tym sen­sie, że moje dzia­ła­nia powin­ny być zgod­ne z tym, co mówię. Z łaci­ny ‘twier­dze­nie’, ‘asser­tio’, to ‘przy­wią­za­nie się do cze­goś’. Kie­dy coś twier­dzę, to przy­wią­zu­ję ni mniej ni wię­cej tyl­ko swo­ją oso­bę do praw­dzi­wo­ści tego twier­dze­nia. Tzn. tę praw­dzi­wość gwa­ran­tu­ję swo­ją oso­bą.

Wróć­my jed­nak do Ebne­ra, któ­ry idzie jesz­cze dalej:

[…] sło­wo i miłość są ze sobą zwią­za­ne. […] sło­wo słu­ży miło­ści […] miło­ści bliź­nie­go. Wła­ści­we sło­wo jest zawsze sło­wem wypo­wie­dzia­nym przez miłość […] Sło­wo pozba­wio­ne miło­ści jest […] nad­uży­ciem boskie­go daru sło­wa (F. Ebner „Frag­men­ty pneu­ma­to­lo­gicz­ne” 2006: 107).

Jak to wytłu­ma­czyć? Brak tu miej­sca. Wró­cę do spra­wy kie­dy indziej.

To nie jest tyl­ko teo­ria, jakieś abs­trak­cyj­ne filo­zo­ficz­ne gada­nie…

Ewa Drza­zgow­ska


 

Pani dr Nowosad‐Bakalarczyk z  lubel­skie­go Uni­wer­sy­te­tu Marii Curie‐Skłodowskiej dzie­li się z nami miłą wia­do­mo­ścią , że na polo­ni­sty­ce UMCS‐u już od r. 2013 pro­wa­dzo­ne są kon­wer­sa­to­ria poświę­co­ne pro­ble­mom ety­ki sło­wa.

O moich doświadczeniach związanych z etyką mowy w kształceniu polonistycznym

W roku aka­de­mic­kim 2013/2014 wśród ofe­ro­wa­nych stu­den­tom filo­lo­gii pol­skiej UMCS (stu­dia II stop­nia; magi­ster­skie) tzw. przed­mio­tów do wybo­ru zna­la­zło się (z mojej ini­cja­ty­wy) kon­wer­sa­to­rium o nazwie Ety­ka mowy. Przed­miot ten wzbu­dził duże zain­te­re­so­wa­nie stu­den­tów, o czym świad­czy m.in., że na zaję­cia uczęsz­cza­ło ponad 40 osób (utwo­rzo­no dwie gru­py kon­wer­sa­to­ryj­ne). Pod­sta­wo­wym celem kon­wer­sa­to­rium było uświa­do­mie­nie mło­dym ludziom (przy­szłym nauczy­cie­lom, redak­to­rom, ani­ma­to­rom kul­tu­ry itp.) wagi spo­łecz­nej i etycz­nej odpo­wie­dzial­no­ści za sło­wo, uwraż­li­wie­nie na rze­tel­ność i uczci­wość komu­ni­ko­wa­nych tre­ści. W ramach zajęć stu­den­ci uczy­li się roz­po­zna­wać, opi­sy­wać i tłu­ma­czyć fak­ty języ­ko­we zwią­za­ne z etycz­nym aspek­tem wypo­wie­dzi (komu­ni­ko­wa­niem praw­dy i nie­praw­dy, języ­ko­wą kre­acją rze­czy­wi­sto­ści, per­swa­zją, mani­pu­la­cją, pod­mio­to­wym, a więc wła­ści­wym, a z dru­giej stro­ny przed­mio­to­wym,  instru­men­tal­nym trak­to­wa­niem uczest­ni­ka dia­lo­gu); ana­li­zo­wa­li dane języ­ko­we pod kątem zawar­tych w nich prze­ja­wów nie­rze­tel­no­ści infor­ma­cyj­nej (fał­szo­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści), instru­men­tal­ne­go trak­to­wa­nia odbior­cy (nie­re­spek­to­wa­nia zasa­dy posza­no­wa­nia part­ne­ra, narzu­ca­nia mu okre­ślo­nej wizji świa­ta) itp.; przed­sta­wia­li wła­sne przy­kła­dy uka­zu­ją­ce wymie­nia­ne wyżej zja­wi­ska.

O zain­te­re­so­wa­niu pro­ble­ma­ty­ką ety­ki sło­wa świad­czą też wybo­ry stu­den­tów doty­czą­ce tema­ty­ki przy­go­to­wy­wa­nych przez nich prac dyplo­mo­wych. Wie­lu z nich chce badać zacho­dzą­ce współ­cze­śnie zja­wi­ska nasi­lo­nej (zwłasz­cza w języ­ku inter­nau­tów) agre­sji języ­ko­wej, subiek­tyw­nej pre­zen­ta­cji fak­tów w infor­ma­cyj­nych pro­gra­mach tele­wi­zyj­nych róż­nych sta­cji, w któ­rych przed­sta­wia­na rze­czy­wi­stość pod­le­ga sub­tel­nie prze­my­ca­nej oce­nie, któ­rej celem jest prze­ka­za­nie czy­jejś wizji świa­ta pod pozo­rem peł­ne­go obiek­ty­wi­zmu prze­ka­zu itp.

W mojej oce­nie to zain­te­re­so­wa­nie stu­den­tów spra­wa­mi ety­ki wypo­wie­dzi może pozo­sta­wać w związ­ku z łatwo dostrze­gal­ny­mi, ponie­waż nasi­lo­ny­mi w nie­któ­rych obsza­rach komu­ni­ka­cji mię­dzy­ludz­kiej prze­ja­wa­mi łama­nia jej zasad. Część mło­dych ludzi dostrze­ga nega­tyw­ne skut­ki tych zja­wisk dla życia spo­łecz­ne­go, innym war­to je uświa­da­miać w ramach kształ­ce­nia uni­wer­sy­tec­kie­go, for­mu­ją­ce­go przy­szłe war­stwy inte­li­genc­kie.

 Mar­ta Nowosad‐Bakalarczyk

Insty­tut Filo­lo­gii Pol­skiej UMCS


Poniż­szy tekst sta­no­wią frag­men­ty wystą­pie­nia Pro­fe­so­ra Jerze­go Bart­miń­skie­go (lau­re­ata tego­rocz­nej Nagro­dy Pre­zy­den­ta RP ?Zasłu­żo­ny dla pol­sz­czy­zny?) wygło­szo­ne­go na obra­dach Kon­gre­su Języ­ka Pol­skie­go w 2011 r. Peł­ny tekst tego wystą­pie­nia znaj­du­je się na stro­nie inter­ne­to­wej Rady Języ­ka Pol­skie­go PAN (klik­nij, aby przejść do stro­ny).

Temat ety­ki sło­wa […] wpi­su­je się w serię podob­nych tema­tów, podej­mo­wa­nych coraz czę­ściej w śro­do­wi­sku ludzi nauki mediów, poli­ty­ków, by nie wspo­mnieć już o tra­dy­cyj­nie z tymi pro­ble­ma­mi bory­ka­ją­cych się filo­zo­fach i teo­lo­gach. Zain­te­re­so­wa­nie to wyni­ka z rosną­cej roli sło­wa w dzia­łal­no­ści spo­łecz­nej i z poja­wia­ją­cych się przy tym nad­użyć. […]

Na pod­sta­wie boga­te­go zaso­bu nazw mówie­nia moż­na zre­kon­stru­ować potocz­ny obraz dobre­go mówie­nia i wzo­rzec ?dobre­go komu­ni­ka­to­ra?. Obraz ten jest wie­lo­aspek­to­wy, doty­czy pozio­mu inte­rak­cyj­ne­go, modal­no­ścio­we­go, tre­ścio­we­go i for­mal­ne­go.

W świe­tle danych języ­ko­wych ?dobry komu­ni­ka­tor? to ktoś, kto :
(1) w aspek­cie inte­rak­cyj­nym: dostrze­ga odbior­cę (adre­sa­ta) i liczy się z nim jako part­ne­rem, sza­nu­je go, nawią­zu­je kon­takt, umie słu­chać, dia­lo­gu­je;
(2) w aspek­cie modal­no­ścio­wym: wypo­wia­da się z jasno roz­po­zna­wal­ną inten­cją, tzn. jego wypo­wie­dzi odbie­ra­ne są albo jako praw­dzi­we, albo nie­pod­pa­da­ją­ce pod kry­te­ria praw­dy / fał­szu (sta­no­wią­ce rodzaj gry języ­ko­wej, np. żar­tu);
(3) w aspek­cie tre­ści: komu­ni­ku­je tre­ści sen­sow­ne, zna­czą­ce; dba o zro­zu­mia­łość prze­ka­zu;
(4) w aspek­cie for­my – mówi sta­ran­nie i wyraź­nie, nie za gło­śno i nie za szyb­ko, gło­sem ?natu­ral­nym?, płyn­nie; nie pora­ża wie­lo­ścią słów, ale też nie jest ską­py w sło­wach.

Postu­la­ty potocz­nej ety­ki mowy nie są for­mu­ło­wa­ne expli­ci­te, są ukry­te w pre­su­po­zy­cjach, skąd dają się wydo­być i jaw­nie wyeks­pli­ko­wać. Jeśli mówi­my, że ktoś kogoś szka­lu­je, wyra­ża­my dez­apro­ba­tę, wycho­dzi­my z zało­że­nia, że roz­mów­cy (i każ­de­mu) nale­ży się sza­cu­nek.

Tak­że sama for­ma wypo­wie­dzi jest eks­po­nen­tem pew­nych war­to­ści: Ma rację prof. Jadwi­ga Puzy­ni­na, pod­kre­śla­jąc, że ?uprzej­mość a etycz­ność (i etos) to nie to samo? , ale nie spo­sób odmó­wić racji tym, któ­rzy twier­dzą, że ?Dba­łość o for­mę języ­ko­wą wypo­wie­dzi jest prze­ja­wem sza­cun­ku dla part­ne­ra dia­lo­gu? (Andrzej Mar­kow­ski, 2005), czy że ?jasność jest uprzej­mo­ścią uczo­ne­go? (Hen­ryk Mar­kie­wicz, 2002). Mil­czą­co przy­ję­ty sys­tem war­to­ści leży u pod­ło­ża i ety­ki mowy, i wzor­ców komu­ni­ka­cji języ­ko­wej.

Meto­da badań empi­rycz­nych ? son­da­żo­we bada­nie opi­nii spo­łecz­nej – nie przy­no­si rezul­ta­tów jed­no­znacz­nych. Porów­na­nie wyni­ków son­da­ży i rapor­tów socjo­lo­gicz­nych z lat 1985 ? 2010 – doty­czą­cych war­to­ści cenio­nych i uzna­wa­nych przez Pola­ków, pozwo­li­ło co praw­da usta­lić swe­go rodza­ju ?listę ran­go­wą?, wska­zać war­to­ści wymie­nia­ne naj­czę­ściej , ale nie wszyst­kie one są w jed­na­ko­wym stop­niu waż­ne dla defi­nio­wa­nia ety­ki sło­wa. Wyso­ka pozy­cja war­to­ści spo­łecz­nych, takich jak wol­ność, odpo­wie­dzial­ność, soli­dar­ność i tole­ran­cja, kore­spon­du­je z wyso­ką pozy­cją aspek­tu inte­rak­cyj­ne­go w nazwach mówie­nia; wyso­ka pozy­cja praw­dy i uczci­wo­ści ? z ran­gą kry­te­rium praw­dzi­wo­ścio­we­go w nazwach mówie­nia. Bada­nia empi­rycz­ne wska­zy­wa­ły też na takie war­to­ści, jak god­ność i ogól­nie rozu­mia­ne dobro czło­wie­ka.

Wyraź­ną hie­rar­chi­za­cje war­to­ści zawie­ra­ją waż­ne tek­sty kul­tu­ry, w rodza­ju ofi­cjal­nych doku­men­tów o cha­rak­te­rze dekla­ra­cji ide­owych, któ­rych uchwa­le­nie było z zasa­dy poprze­dza­ne dłu­gi­mi spo­łecz­ny­mi nego­cja­cja­mi, toczo­ny­mi w okre­ślo­nych gre­miach naro­do­wych i mię­dzy­na­ro­do­wych. Nie idąc za dale­ko, się­gnij­my do pre­am­buł trzech takich doku­men­tów z naj­wyż­szej pół­ki – Powszech­nej dekla­ra­cji praw czło­wie­ka z roku 1948, Kar­ty praw pod­sta­wo­wych Unii Euro­pej­skiej z roku 2007 i Kon­sty­tu­cji Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej z roku 1997. Zwróć­my uwa­gę na kolej­ność czło­nów, bo jest ona zna­czą­ca, wyzna­cza pozy­cje wyż­szą lub niż­szą.

W ?Powszech­nej dekla­ra­cji praw czło­wie­ka? z roku 1948 pierw­szy arty­kuł gło­sił, że: ?Wszy­scy ludzie rodzą się wol­ni i rów­ni pod wzglę­dem swej god­no­ści i swych praw. Są oni obda­rze­ni rozu­mem i sumie­niem i powin­ni postę­po­wać wobec innych w duchu bra­ter­stwa?.

W pre­am­bu­le ?Kar­ty praw pod­sta­wo­wych Unii Euro­pej­skiej? z 2007 czy­ta­my, że ?Świa­do­ma swe­go duchowo‐religijnego i moral­ne­go dzie­dzic­twa, Unia jest zbu­do­wa­na na nie­po­dziel­nych, powszech­nych war­to­ściach god­no­ści oso­by ludz­kiej, wol­no­ści, rów­no­ści i soli­dar­no­ści; opie­ra się na zasa­dach demo­kra­cji i pań­stwa praw­ne­go?.

Pre­am­bu­ła do ?Kon­sty­tu­cji Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej? z 2 IV 1997, któ­rej osta­tecz­ny kształt zapro­po­no­wał Tade­usz Mazo­wiec­ki, wymie­nia i sze­re­gu­je war­to­ści jesz­cze ina­czej (pre­am­bu­ła jest bar­dzo dłu­ga): przy­ro­dzo­na god­ność czło­wie­ka, pra­wo do wol­no­ści i obo­wią­zek soli­dar­no­ści. Ale już praw­da, spra­wie­dli­wość, dobro i pięk­no są poprze­dzo­ne ogra­ni­cza­ją­cą for­mu­łą ?dla wie­rzą­cych w Boga?.
Ude­rza zgo­da mię­dzy doku­men­ta­mi ofi­cjal­ny­mi i bada­nia­mi empi­rycz­ny­mi, jeśli idzie o wyso­ką pozy­cję god­no­ści, wol­no­ści i solidarności/braterstwa. Naj­wyż­szą pozy­cję ma god­ność czło­wie­ka, któ­ra jest trak­to­wa­na jako pod­sta­wa innych war­to­ści, wol­no­ści i rów­no­ści. We wszyst­kich trzech przy­to­czo­nych pre­am­bu­łach zaraz na począt­ku, po war­to­ściach fun­da­men­tal­nych wska­zu­je się tak­że na war­to­ści natu­ry spo­łecz­nej, pre­cy­zu­ją­ce zasa­dy współ­ży­cia spo­łecz­ne­go: w doku­men­cie ONZ‐owskim jest to ?duch bra­ter­stwa?, w kon­sty­tu­cji pol­skiej ??obo­wią­zek soli­dar­no­ści?, w Kar­cie euro­pej­skiej ?soli­dar­ność?. Może­my przy­jąć zatem, że god­ność, wol­ność i soli­dar­ność (któ­ra zastą­pi­ła w Kar­cie euro­pej­skiej mniej nośne bra­ter­stwo, wywo­dzą­ce się z rewo­lu­cyj­nej tra­dy­cji fra­ter­ni­té) ? to war­to­ści, któ­rych respek­to­wa­nie zobo­wią­zu­je na grun­cie ety­ki sło­wa, ety­ki dys­kur­su.

Zwra­ca uwa­gę to, że w pol­skim doku­men­cie niż­szą pozy­cję zaj­mu­je rów­ność. Nie jest to przy­pad­ko­we. Rów­ność zaj­mu­je też dość dale­ką pozy­cję w son­da­żach socjo­lo­gicz­nych i jest też – jak się wyda­je – dla potocz­nej ety­ki sło­wa w tra­dy­cji pol­skiej mniej waż­na. Dwie nor­my pod­sta­wo­we pol­skiej grzecz­no­ści języ­ko­wej to – jak stwier­dza Mał­go­rza­ta Mar­cja­nik – ?oka­zy­wa­nie sza­cun­ku part­ne­ro­wi (zwłasz­cza oso­bom star­szym, kobie­tom, prze­ło­żo­nym, oso­bom peł­nią­cym cie­szą­ce się spo­łecz­nym pre­sti­żem funk­cje), w tym umniej­sza­nie roli nadaw­cy?, oraz ?prze­ja­wia­nie zain­te­re­so­wa­nia spra­wa­mi waż­ny­mi dla part­ne­ra?. (Mar­cja­nik, 1992, s. 27). Akcep­ta­cja dla tej ?nie­rów­no­ści? w pol­skich zacho­wa­niach grzecz­no­ścio­wych wyni­ka z tra­dy­cji naro­do­wej, któ­ra kształ­to­wa­ła się pod prze­moż­nym wpły­wem kul­tu­ry szla­chec­kiej, pod­kre­śla­ją­cej spo­łecz­ne róż­ni­ce.

Jerzy Bart­miń­ski


Frag­ment refe­ra­tu Jadwi­gi Puzy­ni­ny wygło­szo­ne­go na kon­fe­ren­cji pt. ?Tabu w pro­ce­sie glo­ba­li­za­cji kul­tu­ry? zor­ga­ni­zo­wa­nej przez Cen­trum Języ­ka i Kul­tu­ry Pol­skiej dla Polo­nii i Cudzo­ziem­ców UMCS w dn. 21.04 b.r.

W pra­cy huma­ni­stów nad pro­ble­ma­mi tabu waż­ne jest, jak sądzę, wyod­ręb­nia­nie róż­nych moty­wa­cji tabu­izo­wa­nia, w tym tak­że tych, któ­re wią­żą się z prze­kra­cza­niem norm m o r a l n o ś c i, tak bar­dzo dla każ­dej kul­tu­ry istot­nych.

Moral­ność czło­wie­ka to zasa­dy postę­po­wa­nia zwią­za­ne z jego sto­sun­kiem myślo­wym i emo­cjo­nal­nym ? przede wszyst­kim do innych ludzi (jed­no­stek i ugru­po­wań, a dla czę­ści z nas tak­że do innych obiek­tów: Boga i całej sfe­ry trans­cen­dent­nej dla osób wie­rzą­cych, a do czę­ści zwie­rząt lub do całe­go śro­do­wi­ska eko­lo­gicz­ne­go dla tych, któ­rzy trak­tu­ją je poważ­nie, przede wszyst­kim (choć nie tyl­ko) ze wzglę­du na jego waż­ność dla życia ludzi.

Róż­ni­ce zasad moral­no­ści poszcze­gól­nych ludzi pole­ga­ją nie tyl­ko na wybo­rze róż­nych obiek­tów dla nich waż­nych, ale też na róż­no­ra­ko­ści zacho­wań i dzia­łań, któ­re ludzie ci uwa­ża­ją za swój obo­wią­zek, a tak­że tych, któ­re osą­dza­ją nega­tyw­nie, któ­rych się wystrze­ga­ją. Prze­ko­na­nia doty­czą­ce zarów­no obo­wiąz­ków, jak i praw czło­wie­ka sta­ją się na ogół prze­ko­na­nia­mi zbio­ro­wy­mi, gru­po­wy­mi ? choć nie powszech­ny­mi ? i bywa­ją zapi­sa­ne czy to jako przy­ka­za­nia róż­nych reli­gii, czy ety­ki zawo­do­we, czy też jako doku­men­ty świa­to­wych lub naro­do­wych zbio­ro­wo­ści. Dla więk­szo­ści ludzi zamiesz­ku­ją­cych Euro­pę Zachod­nią i Środ­ko­wą waż­ne są zasa­dy etycz­ne zapi­sa­ne w Powszech­nej dekla­ra­cji praw czło­wie­ka (1948), w Kar­cie praw pod­sta­wo­wych Unii Euro­pej­skiej (2000), a dla nas tak­że w Kon­sty­tu­cji Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej (1997). We wszyst­kich tych trzech doku­men­tach jest mowa o pra­wie k a ż d e g o czło­wie­ka do posza­no­wa­nia jego god­no­ści. Z posza­no­wa­niem god­no­ści wią­że się tak­że pra­wo do komu­ni­ka­cji sta­no­wią­cej prze­kaz p r a w d y komu­ni­ka­cji nie zakła­mu­ją­cej opi­su rze­czy­wi­sto­ści, a tak­że rze­czy­wi­ste­go sądu o niej nadaw­cy komu­ni­ka­tu.

Zasa­dy ety­ki o tak poję­tej moty­wa­cji zacho­wań komu­ni­ka­cyj­nych sta­no­wią pole wspól­nych zain­te­re­so­wań bada­czy pro­ble­ma­ty­ki tabu i człon­ków Zespo­łu Ety­ki Sło­wa Rady Języ­ka Pol­skie­go PAN. Zawar­tość tabu moty­wo­wa­ne­go sprze­ci­wem wobec lek­ce­wa­że­nia i prze­kra­cza­nia norm etycz­nych obej­mu­je róż­ne for­my wyra­ża­nia nie­na­wi­ści, pogar­dy, for­my poni­ża­nia, ośmie­sza­nia ludzi obcych raso­wo, nie­peł­no­spraw­nych, osób o niż­szym sta­tu­sie spo­łecz­nym, niż­szym pozio­mie inte­lek­tu­al­nym, a tak­że o innych poglą­dach poli­tycz­nych czy też innym świa­to­po­glą­dzie. Takie zacho­wa­nia oce­nia­ją nega­tyw­nie rów­nież człon­ko­wie nasze­go Zespo­łu, sta­ra­jąc się na róż­ne spo­so­by prze­ko­ny­wać poli­ty­ków, dzien­ni­ka­rzy, arty­stów, tak­że dzie­ci i mło­dzież o złu, któ­re nie­sie ze sobą tego rodza­ju komu­ni­ka­cja. Z tym, że chce­my jed­no­cze­śnie pro­mo­wać komu­ni­ka­cję opar­tą na życz­li­wo­ści, dia­lo­gu oraz rozu­mie­niu inno­ści poglą­dów i zacho­wań roz­mów­ców czy też obiek­tów ich wypo­wie­dzi, nawet wte­dy, kie­dy ich poglą­dy i zacho­wa­nia są wyraź­nie róż­ne.

Jadwi­ga Puzy­ni­na


Zagad­nie­nia ety­ki sło­wa w pro­gra­mach kształ­ce­nia stu­den­tów filo­lo­gii pol­skiej w Uni­wer­sy­te­cie Peda­go­gicz­nym im. KEN w Kra­ko­wie

W odpo­wie­dzi na proś­bę Pani Pro­fe­sor Jadwi­gi Puzy­ni­ny prze­sy­łam kil­ka infor­ma­cji na temat reali­za­cji tych obsza­rów kształ­ce­nia w Insty­tu­cie Filo­lo­gii Pol­skiej Uni­wer­sy­te­tu Peda­go­gicz­ne­go im KEN w Kra­ko­wie, któ­re obej­mu­ją zagad­nie­nia sze­ro­ko poję­tej ety­ki sło­wa. Infor­ma­cje te wyma­ga­ją jed­nak kil­ku wstęp­nych wyja­śnień, wska­zu­ją­cych na ogól­ny model kształ­ce­nia, jaki pro­wa­dzo­ny jest w naszej jed­no­st­ce. Przez minio­ne lata nakie­ro­wa­ny on był nie­mal wyłącz­nie na kształ­ce­nie przy­szłych nauczy­cie­li szkol­nic­twa pozio­mu pod­sta­wo­we­go i śred­nie­go. W wyni­ku zmian spo­łecz­nych, prze­kształ­ceń w szkol­nic­twie oraz grun­tow­nej refor­my w sys­te­mie szkol­nic­twa wyż­sze­go, jakie doko­na­ły się w latach 90‐tych ubie­głe­go wie­ku, zmie­nił się tak­że zasad­ni­czo cha­rak­ter kształ­ce­nia w Insty­tu­cie Filo­lo­gii Pol­skiej UP u Kra­ko­wie. Efek­tem tych zmian było powsta­nie makro­kie­run­ku reali­zu­ją­ce­go kil­ka spe­cjal­no­ści filo­lo­gicz­nych. Obok tra­dy­cyj­nej spe­cjal­no­ści nauczy­ciel­skiej powsta­ły tak­że inne, jak: logo­pe­dycz­na, edy­tor­ska oraz komu­ni­ka­cja spo­łecz­na. W wypad­ku utwo­rze­nia nowych spe­cjal­no­ści, będą­cych pró­bą wyj­ścia naprze­ciw współ­cze­snym potrze­bom spo­łecz­nym i prze­mia­nom cywi­li­za­cyj­nym, spra­wą szcze­gól­nie waż­ną było uka­za­nie zarów­no nowych moż­li­wo­ści, jak też i zagro­żeń, jakie ujaw­nia­ją się w obsza­rze sze­ro­ko poję­tej komu­ni­ka­cji mię­dzy­ludz­kiej. To nowe podej­ście doty­czy­ło przede wszyst­kich kształ­ce­nia języ­ko­we­go w obrę­bie spe­cjal­no­ści komu­ni­ka­cja spo­łecz­na, któ­ra nota­be­ne od następ­ne­go roku aka­de­mic­kie­go zosta­nie prze­kształ­co­na w osob­ny kie­ru­nek stu­diów.

Jed­nym z ele­men­tów owej zmia­ny było zwró­ce­nie o wie­le więk­szej uwa­gi na etycz­ne aspek­ty komu­ni­ka­cji mię­dzy­ludz­kiej. Kwe­stie te wcze­śniej poru­sza­ne były w sumie dość mar­gi­nal­nie w ramach tra­dy­cyj­nie pro­wa­dzo­ne­go kur­su kul­tu­ra języ­ka pol­skie­go. Nowa, znacz­nie roz­sze­rzo­na ofer­ta aktu­al­nie obej­mu­je kil­ka kur­sów reali­zo­wa­nych bądź to w obrę­bie wszyst­kich, bądź tyl­ko wybra­nych spe­cjal­no­ści.

Poni­żej zamiesz­czo­na tabe­la sta­no­wi zbior­cze zesta­wie­nie ogó­łu pro­wa­dzo­nych w Insty­tu­cie Filo­lo­gii Pol­skiej UP kur­sów, w któ­rych w róż­nym zakre­sie i cha­rak­te­rze reali­zo­wa­ne są zagad­nie­nia ety­ki sło­wa i komu­ni­ka­cji mię­dzy­ludz­kiej. Dane zawar­te w tabe­li obej­mu­ją: (1) nazwę kur­su, (2) spe­cjal­ność i usy­tu­owa­nie kur­su w toku kształ­ce­nia, (3) licz­bę godzin i for­mę reali­za­cji kur­su oraz (4) wykaz głów­nych tre­ści kształ­ce­nia w ramach poszcze­gól­nych kur­sów. Jak wyni­ka z tych danych, zde­cy­do­wa­na więk­szość owych kur­sów ma cha­rak­ter obli­ga­to­ryj­ny i reali­zo­wa­na jest w for­mie zajęć audy­to­ryj­nych (ćwi­cze­nia). Są wśród nich tak­że kur­sy o cha­rak­te­rze fakul­te­tu, na któ­ry stu­den­ci zapi­su­ją się dobro­wol­nie. Zaję­cia te zazwy­czaj są chęt­nie wybie­ra­ne, zaś gru­py liczą ok. 25–30 osób. Warun­kiem zali­cze­nia czę­ści kur­sów jest tak­że przy­go­to­wa­nie seme­stral­nej pra­cy pisem­nej.

Sta­ni­sław Kozia­ra

 

 

Nazwa kur­su Kierunek/specjalność/ miej­sce kur­su w toku kształ­ce­nia Licz­ba godzin/ for­ma kur­su tre­ści
Etycz­ne pod­sta­wy komu­ni­ka­cji spo­łecz­nej Filo­lo­gia pol­ska; 1 sto­pień.;  komu­ni­ka­cja spo­łecz­na, edy­tor­stwo; kurs spe­cjal­no­ścio­wy 24 A Zada­niem kur­su jest wska­za­nie na wszel­kie defor­ma­cje i nie­etycz­ne uży­cia języ­ka: kłam­stwo, dez­in­for­ma­cja, poma­wia­nie, oszczer­stwo, ubli­ża­nie, zamie­rzo­ne wpły­wa­nie na zmia­nę prze­ko­nań, nakła­nia­nie.  Jako egzem­pli­fi­ka­cja oraz świa­dec­two naru­sza­nia etycz­nych pod­staw komu­ni­ka­cji win­no słu­żyć przyj­rze­nie się zja­wi­sku nowo­mo­wy, dwu­mo­wy, poli­tycz­nej popraw­no­ści  oraz róż­no­ra­kim tech­ni­kom i środ­kom języ­ko­wych słu­żą­cym do ich reali­za­cji. Wul­ga­ry­za­cja i agre­sja w języ­ku jako prze­jaw naru­sze­nia ety­ki mię­dzy­ludz­kiej komu­ni­ka­cji.
Kul­tu­ra języ­ka pol­skie­go Filo­lo­gia pol­ska; 1 sto­pień; kurs kie­run­ko­wy Ety­ka sło­wa jako jeden z obsza­rów sze­rzej poję­tej kul­tu­ry języ­ka. Naru­sze­nie ety­ki komu­ni­ka­cji mię­dzy­ludz­kiej – mani­pu­la­cja, wul­ga­ry­za­cja i agre­sja języ­ko­wa .
Od per­swa­zji do mani­pu­la­cji Filo­lo­gia pol­ska; 1 sto­pień; komu­ni­ka­cja spo­łecz­na, edy­tor­stwo; fakul­tet 16 A Zapo­zna­nie stu­den­tów z pro­ble­ma­ty­ką per­swa­zji jaw­nej i nie­jaw­nej.

Stu­den­ci pozna­ją szan­se i zagro­że­nia zwią­za­ne z wyko­rzy­sta­niem wie­dzy psy­cho­lo­gicz­nej w two­rze­niu komu­ni­ka­tu, posze­rza­ją umie­jęt­no­ści kry­tycz­nej ana­li­zy komu­ni­ka­tów nakła­nia­ją­cych. Zosta­ją uwraż­li­wie­ni na pro­ble­ma­ty­kę wyko­rzy­sta­nia tech­nik mani­pu­la­cyj­nych oraz kwe­stie etycz­ne zwią­za­ne z per­swa­zją.

Język poli­ty­ki Filo­lo­gia pol­ska; komu­ni­ka­cja spo­łecz­na, edy­tor­stwo; I sto­pień; fakul­tet 12 A Nowo­mo­wa jako przy­kład języ­ka poli­tycz­ne­go funk­cjo­nu­ją­ce­go w pań­stwie tota­li­tar­nym. Roz­po­zna­wa­nie środ­ków języ­ko­wych  i mecha­ni­zmów mani­pu­la­cji wyko­rzy­sty­wa­nych we współ­cze­snym dys­kur­sie poli­tycz­nym. Etycz­ne aspek­ty komu­ni­ka­cji wobec zja­wi­ska mani­pu­la­cji.
Seman­ty­ka i aksjo­lo­gia języ­ko­znaw­cza Filo­lo­gia pol­ska;

II sto­pień.

24 A Defi­nio­wa­nie zna­czeń; cechy deno­ta­cyj­ne i kono­ta­cyj­ne. War­to­ścio­wa­nie w języ­ku; wykład­ni­ki war­to­ścio­wa­nia na róż­nych pozio­mach języ­ka. Lek­sy­ka pry­mar­nie i wtór­nie war­to­ściu­ją­ca. . Eufe­mi­za­cja jako prze­jaw popraw­no­ści poli­tycz­nej lub uni­ka­nia tabu.
Etycz­ne i praw­ne pod­sta­wy komu­ni­ka­cji języ­ko­wej Komu­ni­ka­cja spo­łecz­na i lin­gwi­sty­ka kul­tu­ro­wa; II sto­pień 20 A Kar­ty kur­sów w przy­go­to­wa­niu
Język a prze­ja­wy nie­rów­no­ści i dys­kry­mi­na­cji Komu­ni­ka­cja spo­łecz­na i lin­gwi­sty­ka kul­tu­ro­wa; II sto­pień; komu­ni­ka­cja mię­dzy­kul­tu­ro­wa 15 A Kar­ty kur­sów w przy­go­to­wa­niu

Pre­zen­ta­cja Elż­bie­ty Bła­cho­wicz:

E. Bła­cho­wicz, O war­to­ści sło­wa z mło­dy­mi spor­tow­ca­mi w LXII LO Mistrzo­stwa Spor­to­we­go w War­sza­wie